niedziela, 21 września 2008

Picture Maker or Taker... ?!


Na kanwie wpisu na Światobrazu.pl na temat twórczości Wacława Nowaka, zaadoptowałem tytuł jego cyklu fotograficznego do pewnych rozważań, które targają mną odkąd świadomie zacząłem fotografować.

A więc: czy ja jestem
Picture Maker czy Picture Taker!?

Przyznam, że to złożenie słowne jest idealne do opisu problemów fotografii w ogóle. Odnosić się przecież może zarówno do fotografii konceptualnej, fotografii reportażowej, jak i do każdej innej dziedziny i gałęzi tej sztuki. Wspaniałe!

Odpowiedź na to pytanie czy też na to zagadnienie praktycznie egzystencjalne dla fotografa, stanowić może klucz do zrozumienia wielu obecnie stwarzanych i fotografowanych tematów. A że ostatnio wikłam się osobiście w jakieś przedsięwzięcia z pogranicza sztuki (która sam praktykuje) więc tym bardziej ciekawi mnie Wasza opinia na temat Stwarzania Fotografii i Bycia Zapisywaczem scen na filmie.

Jak rozumiem to ja, zarówno Maker, jak i Taker mogą być fotografami. Ani jednemu, ani drugiemu nie można bowiem odmówić prawa do własnej drogi i własnego widzenia świata przez obiektyw. Tak powiedzmy Newton był dla mnie bardziej Makerem, zaś z drugiej strony postawiłbym w naturalny sposób jakiegoś reportera.
Ale czy na pewno?!

Czy reporter to już nie Maker...?

Zobaczmy na zdjęcia takiego Morrisa z wyborów w USA, o których pisze Blindspot... Oto bowiem, ktoś po kim spodziewalibyśmy się jedynie reporterskiego zapisu stał się prawdziwym Makerem. Tworzy klimaty, stany; snuje opowieść poprzez poetyckość kadrów i kompozycyjne gry z widzem. Ciekawe...

Czy granica Tworzenia i Rejestrowania jeszcze istnieje we współczesnej fotografii. Czy granica się nie zatarła?


Czy Alkos jest "tylko" Takerem, który nie wkracza w świat swoich modeli czy może jednak i on przekracza granice obojętności i rejestracji życia ulicy...? Czy wydobywając pewne detale widziane tylko przez niego nie "zmusza" odbiorcy już od razu do zwrócenia uwagi na to, co on chce? Właśnie...


Cholernie ciekawy temat...


6 komentarzy:

alkos pisze...

dobre pytanie Iczek :-) ...gryzie mnie troche od dawna ... ale który "taker" nie zwraca uwagi odbiorcy na to co chce?... Ponadto nieraz, coraz czesciej zreszta, wkraczam w "zycie modeli", czekając z wykonaniem zdjęcia na kontakt wzrokowy... świadomie ingeruję swoją obecnością...

...myślę że podstawowa różnica polega na przeciwstawieniu "motywacji-obserwacji" i "motywacji-kreacji"... nawet wdając się w dywagacje, czy jedno możliwe jest bez drugiego, da się chyba w przypadku większości zdjęć ukazać silną przewagę jednego czynnika nad drugim... chyba... ;-)

Adam pisze...

alkos, dobrze to ujales, wazna jest motywacja. Sam ostatnio popelnilem kadr, ktory byl czysta kreacja, mimo iz zawieral elementy typowe obserwacji.. uslyszalem jednak, ze nie nalezy odbiorcy wprowadzac w blad. Tylko jesli sytuacja powstala, jednak w glowie fotografa, i wyraznie czeka on na zrzadzenie losu ukazujace ten obraz, czyz nie jest to w rownym stopniu kreacja? Ja uciekam sie do czystej kreacji wowczas, gdy wiem ze dana sytuacja nie ma szans zaistniec. Natomiast czy nadanie jej znamion autentycznosci jest juz czyms niegodnym "tejkera" ?

alkos pisze...

nadanie kreacji znamion autentycznosci to definicja fałszerstwa :-P

Anonimowy pisze...

http://www.forum.promodels.pl/21659.htm

jarek pisze...

Kazdy kto podpisuje sie pod zdjeciem jest makerem. Takerem jest policjant (choc jak pokazuje przyklad mugshots nie zawsze), dentysta, kierownik budowy, pracownik towarzystwa ubezpieczeniowego, fotograf slubny ;-) Jak mozna byc takerem, skoro nie ma zadnego nadrzednego celu powstania zdjecia, poza samym zdjeciem? Podpisanie sie pod zdjeciem i jego wybor to czynnosci rownie wazne jak wybranie tematu, dobranie kadru, parametrow ekspozycji, itd.

Kazde zdjecie to kreacja. Swiat przedstawiony na zdjeciach nie istnieje w ludzkiej rzeczywistosci. Nastaw 1/250, zdjemij obiektyw, otworz aparat, przyloz oko do migawki i ja wyzwol. I powiedz co widziales.

Uprawiajac fotografie uliczna, tworzysz sytuacje, ktore nie istnieja. Nie istnieja bo inni ich nie widza. Ba! Ty sam ich najczesciej nie widzisz. Tak jak Bresson nie widzial czlowieka, ktory skakal przez kaluze, bo nie mogl go widziec - sztacheta plotu przez ktory wcisnal obiektyw swojej lajki skutecznie zaslonila wizjer.

rysielec pisze...

stary spór o to czy fotografia jest obiektywna czy nie, książki o tym ludzie pisali i całe dnie przedyskutowali.

jeżeli jest się w pewnym sensie fotografem świadomym (znaczy takim zainteresowanym fotografią, a nie strzelającym fotki na przyjęciach i na wycieczkach) to raczej nie można być kimś innym niż "mejkerem". to fotograf wybiera kadr, decyduje, czy warto daną sytuację sfotografować, z jakim światłem, czy kadr ma objąć jakiś element z boku i jaką przysłonę, głębię ostrości i prędkość migawki ustawić.

nie ma rzeczy obiektywnej kiedy dochodzi do niej czynnik ludzki.