wtorek, 2 września 2008

Komu sztuka, komu...?


.. bo idę do domu - chciałoby się powiedzieć.

W sumie to rzeczywiście jak oglądam współczesne wystawy, współczesnych autorów, prezentujące współczesne widzenie świata przez obiektyw, to chce mi się iść do domu....!

W Gdańsku ostatnio wysyp wystaw. Trwa Transfotografia, niedługo rusza przegląd wileńskich fotografów.

Odwiedzam te miejsca, gdzie gości Trans i ... ręce mi pomału opadają. Po raz kolejny bowiem zdaję sobie sprawę, że sztuka w moim rozumieniu albo nie istnieje, albo istnieje w galeriach w Luwrze.

Patrzę oto na zdjęcie samochodu na parkingu. Zdjęcie zrobione gdzieś może w latach 70 - 80. TO mercedes beczka. Stoi. Nic na tym zdjęciu nie ma. Stoi auto. Gdyby to był internet, to bym kliknął zanim minęłaby sekunda. Ale tutaj wisi. Tak z 1,5x1,5 metra. Sztuka!

I teraz pytanie... jak dużo trzeba wymyślić tła ideologicznego do takiego zdjęcia żeby ono urosło do rangi sztuki wartej wydania i wystawienia w postaci galerii? Jak się okazuje niedużo. Coraz mniej wręcz.

A ja stoję i uwierzyć nie mogę, że to jest sztuka fotograficzna. Wiem, wiem... zaczynam dyskusję, do której zapewne nie mam kompetencji naukowych i edukacyjnych. Nie uczyłem się historii sztuki i nie skończyłem żadnego kursu ani szkoły fotograficznej. No, ale póki co mam jeszcze prawo ocenić, że większość tych "sztuk" w ramach Transfotografii to po prostu silenie się na coś...

Ani to technicznie poprawne, ani to zachwycające kompozycją. Ot... zamiast samochodu może być psia kupa - byle tylko ujęta w jakiś metafizyczny kontekst kulturowy. Powiększona do rozmiarów opony od tira - kupa zyska wymiar metafizycznej alegorii naszego psiego życia. Potem tylko znaleźć odpowiedni "festiwal" i dawaj... jestem artystą.

Albo inaczej - postawić przebranego człeka na tle Stoczni i koniecznie musi on stać w płaszczyźnie nieostrości. Wówczas staje się on "urealnionym lękiem i personifikacją naszych bojaźni".

Noż kurde balans...!


A ja prosty jestem. Jak prosty jest sposób naciskania migawki. Bez mega ideologii. Bez silenia się na te wszystkie "metafizyczne kupy".

Ech... to jest dla mnie sztuka:


3 komentarze:

derywat pisze...

Trzeba było iść na uczelnię artystyczną... Nie dają dyplomu, aż nie nauczysz się produkować tylko i wyłącznie metafizyczne kupy... Ale to nic - wykształcą tak samo krytyków, historyków sztuki itp więc widownia się znajdzie. Tylko niektórzy się otrząsną z tego po dyplomie... Najczęściej ci, niestety, którzy pójdą w komercję.

Na ASP w Poznaniu aby dostać się na kierunek "fotografia" (albo może była to specjalność) należało zdać egzamin z rysunku i malarstwa (nie wiem, czy nie jest tak nadal)... Jaki procent potencjalnie świetnych fotografów odpadnie na tym egzaminie? ale może to i dobrze, bo będą robić zdjęcia nieskażone artystyczną edukacją...

Jeśli ktoś wątpi w skuteczność uczelni w produkowaniu "odpowiednio ukształtowanych" artystów fotografików, wystarczy pójść obejrzeć wystawę prac dyplomowych...

A wykładowcy? Oni są genialni z racji bycia wykładowcą... Raz mi się zdarzyło skrytykować prace pewnego artysty... Wymknęło mi się coś o wtórności oraz banalności tematu... Jako ostateczny i przytłaczający argument użył z oburzeniem: "Niech Pan to powie moim studentom!" Aż do tego momentu nie wiedziałem, że dyskutuję z wykładowcą, gdybym wiedział, to bym nie tracił czasu...

Rudolf pisze...

Psie kupy to bardzo ważny element naszego życia! ;)
Iczek, niepotrzebnie się martwisz - jak sam wiesz, powinieneś się wziąć za organizowanie własnej galerii i promowanie twórczości takiej, która Ci odpowiada - i zaraz będą oczywiście tacy, którzy też w tym sztuki widzieć nie będą, ale przynajmniej Ty będziesz zadowolony! :)

l pisze...

Łysiak, "Francuska ścieżka", rozdział 10