sobota, 30 sierpnia 2008

Pragnienie...

Dzieci pijące wodę
Gdynia, 2008


piątek, 29 sierpnia 2008

Sentymenty...



Pewnie każdy z Was ma jakiś sentyment fotograficzny. Coś, co sprawia, że w oku się zakręci łezka, że przypominasz sobie jakieś wydarzenia z zapachem filmu w tle. Nie piszę o zapachu karty CF, bo one jakoś mi w pamięci nie zostają :)

Moim sentymentem fotograficznym jest jeden z pierwszych aparatów, który był czymś więcej niż rejestratorem obrazu. Był częścią ciała, przedłużeniem ramienia i był czarny. Znaczy miał otarć i rys tyle, co marnie zeskanowany film, ale był jedyny. Miał pięcioliterowy napis na czole, zaczynający się od literki N i oznaczenie FM2n.

Od tego czasu, ta marka zawsze kojarzyła mi się z czymś solidnym i pewnym. Jednocześnie artystycznym... Tym milej zrobiło mi się na sercu widząc tak zgrabną i estetyczną reklamówkę z udziałem Petera Lindbergha, którego zdjęcia w ramach Transfotografii oglądałem na Ołowiance w środę.

Piękny sentyment...


Portret...

Portret mężczyzny w okularach
Gdańsk, 2008



czwartek, 28 sierpnia 2008

Głowa młodzieńca

Głowa młodzieńca
Gdynia, lato 2008


środa, 27 sierpnia 2008

Ania z Zielonego Wzgórza...

Annie Leibovitz (American, b. 1949) Mikhail Baryshnikov and Rob Besserer,
Cumberland Island, Georgia, 1990


Anna-Lou "Annie" Leibovitz ostatnio oddająca się fotografowaniu żony prezydenta Francji wydaje w grudniu książkę pod tytułem "Annie Leibovitz at Work".


Zapewne znajdzie wielu chętnych, ja sam się do nich zaliczam i polecam już teraz bookowanie pierwszych egzemplarzy. Warto to mieć.

Jakkolwiek nie oceniamy prac Ani, to coraz częściej spotykam jednak opinie, że jej prace zaczynają popadać w kałużę kiczu i bylejakości pomysłowej i opierają się na twarzach celebrities. Cóż... takie zdjęcia jak Whoopi w wannie z mlekiem czy Demi Moore w ciąży robi się raz w życiu... potem czasami nie wystarcza już weny...

Choć i tak etap Rolling Stones i zdjęć muzyków uważam za najlepszy w jej życiu.

A tutaj zobaczcie jak Anka pracowała z Królową Elżbietą :)




Jakie środki angażuje się w największe produkcje sesyjne dla Vogue !? Spójrzcie :)

wtorek, 26 sierpnia 2008

Spotkałem zawodowca...


- Może jutro? Będę między dwoma sesjami. Możemy gdzieś przy plaży się spotkać - niecierpliwy głos w słuchawce dawał do zrozumienia, że każde wypowiedziane słowo jest już nadwyrężaniem czasu rozmówcy.
-OK. Więc koło 11:00. Będę. - musiałem odpowiedzieć wojskowym stylem, bo czułem, że tak wypada. Jak mógłbym zabierać czas.

Znacie ten typ rozmówcy telefonicznego? Bardzo popularny w korporacjach. Dzwonisz i za każdym razem masz wrażenie, że odrywasz rozmówcę od niezwykle ważnej pracy. I tak jest zawsze. Chociażbyś pracował z nim 10 lat, to on zawsze jest obłożony robotą. Beka.

Tym razem zależało mi, bo miałem spotkać się z zawodowym fotografem. Takim co to robi sesje dla firm sieciowych i ma zlecenia, przy których pracuje cały sztab ludzi. Kasa wylewa się z tych sesji, no i... jest katering!:)

- Podać coś zimnego? - widać musiałem wyglądać na zdenerwowanego i spoconego, bo kelnerka nie miała wątpliwości, że kawa mogłaby mnie zabić.
Cola zrobiła swoje, szczypanie na języku na chwilę dało wytchnąć szczękom, które zaciskały się nerwowo.

- Cześć! Co za dzień....! - wyrwał mnie z krzesła głos za plecami i od razu wyczułem tę nutę pospiechu i zarobienia... jakby między słowami było sprzężone: "Ale zarobiony jestem!"

Gadka nie kleiła się jakoś wybitnie. Raczej przerzucanie się informacjami. Na temat modelek, które nie umieją się ruszać, na temat producentów, którzy się nie znają, na temat nowego Hassela 50mln, który w leasingu jest nawet tani i oczywiście na temat wspaniałych zdjęć wykonywanych ciągle w pośpiechu.

- Zobacz.... widziałeś ten album - położony na stole świeżutki album jednego z klasyków fotografii mody omieciony został jedynie przez Zawodowca.
- Stary. Kto ma na to czas! Oni żyją w innym świecie.... - Zawodowiec ociężale sięga po książkę i otwiera na pierwszych zdjęciach.

Dopiero po kilku dłuższych chwilach zdaję sobie sprawę, że Zawodowiec przestał mówić. Dzwoniąca cichutko dźwiękami starego telefonu komórka nie może doczekać się dotyku dłoni właściciela, tak niecierpliwego jeszcze kilka minut temu.

- Pięknie układa się ten kadr, nie sądzisz? - pytanie Zawodowca przerywa ciszę. Jego głos jest spokojny. Wolny. Zadbany. - Niesamowity klimat zbudował ten gość. Tak banalny... - fotograf zawodowy delikatnie badał strukturę papieru.
- On to robił bez lamp. Miał starego Hasselblada 500 i jedno szkło - dumnie demonstruje swoją wiedzę zaczerpniętą z Googla.
- Żartujesz! Toż teraz takie Hassy chodzą po 1800zł. Poważnie...!? Niemożliwe!

Zawodowiec tonie w albumie. Staram się zadawać pytania o sesje, o technikę, o to jak organizuje zdjęcia, gdzie szuka modelek, ile można zarobić na sesji opakowań do jogurtów i jak ustawia lampy w portrecie. Odpowiada półgębkiem nieodrywając oczu od zdjęć. Zaczynam żałować, że wziąłem ten album!
- Wiesz... - spokojnie odłożył książkę.
- No...
- Zazdroszczę ci...
- ?
Stary dźwięk telefonu brzęczy prawie bez przerwy. Zawodowiec sięga po komórkę. Spokojna dotąd twarz ponownie napina się.
- Tak, k.... mówiłem, że ma być chuda z dużymi cyckami. Tak...! Ile k... razy mam powtarzać!? Ja pier....!

Zupełnie nieświadomie, mokry od piwa kufel ląduje na niedomkniętym albumie. Okrągły ślad znaczy obecność Zawodowca na długie lata.
Pożegnanie było krótkie, czekała już ekipa na sesję ślubną na molo. Kasa leci...




poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Jak łapać treść...


Są tacy, którzy uważają, że treść mają jedynie zdjęcia prawdziwego życia. Życia na ulicy, życia w slamsach, życia biedoty. Treść w fotografii ma też "difoltowo" zapewniać reportaż społeczny lub reporterka prasowa. Cóż bowiem jest bardziej treściwego niż realne bóle, troski i cierpienie.

I tak sobie myślę, że to g... prawda.

Ale że sam nie potrafię tego udowodnić więc pozwolę sobie aby za mnie przemówił "Wzorzec Treści W Zdjęciach Kreacyjnych" - Jeanloup Sieff.

Zapraszam abyście spojrzeli jak kreując fotografię dotyka się treści. Tej ludzkiej cząstki, nawet w nagości na pierwszy rzut oka prymitywnej i prostej...




fot (x3).: Jeanloup Sieff



sobota, 23 sierpnia 2008

Możliwość czyni fotografa...


Ta dość zuchwała parafraza powiedzenia: okazja czyni złodzieja - świetnie pasuje do tematu tego wpisu.

Oto bowiem, po raz kolejny przekonuje się, że w mając możliwości (czytaj: pieniądze) zdecydowanie łatwiej jest nam zrealizować własne artystyczne dążenia i stać się "tym sławnym".

Znacie te słynną scenę z filmu "Geniusz Fotografii", w której Joel Meyerowitz chodzi po "Piątej Aweniu" i robi zdjęcia swoją Leica M6. Spójrzcie więc na pierwszą scenę poniższego filmu i... no właśnie... i przestańcie wierzyć w te mrzonki o posiadaniu jednego aparatu i robieniu wspaniałych zdjęć modowych i powiększeń na ścianę Fedem lub Zorką :)

Nie mówię, że tacy się trafiają, chcę tylko delikatnie kopnąć w tyłek samego siebie i tych, którzy czasami zapamiętują się w słynnym powiedzeniu początkujących fotografów: sprzęt nie robi zdjęć :)

Oj czuję, że rozkopałem mrowisko...




Zwróćcie uwagę na środki zaangażowane w tego człowieka, w jego działalność...
Ech... chyba jednak zazdrość wyje z mojej głowy. Wiem, wiem... trza mieć talent lub chociaż iskrę Bożą... Sru tu tu tu...



piątek, 22 sierpnia 2008

Piątkowa głupawka...


Dodałbym... piątkowa głupawka korporacyjna :)

Z czym najbardziej kojarzy mi się Graflex...?
Poważnie z tą pieśnią, ale wyłącznie w wykonaniu tego chóru. Moc i elegancja.


Chor Aleksandrowa - Katiusza
:):)





Расцветали яблони и груши,
Поплыли туманы над рекой;
Выходила на берег Катюша,
На высокий берег, на крутой.

Выходила, песню заводила
Про степного, сизого орла,
Про того, которого любила,
Про того, чьи письма берегла.

Ой, ты песня, песенка девичья,
Ты лети за ясным солнцем вслед,
И бойцу на дальнем пограничье
От Катюши передай привет.

Пусть он вспомнит девушку простую,
Пусть услышит, как она поёт,
Пусть он землю бережёт родную,
А любовь Катюша сбережёт.

Расцветали яблони и груши,
Поплыли туманы над рекой;
Выходила на берег Катюша,
На высокий берег, на крутой.

Rozkwitały jabłonie i grusze
Popłynęła ponad rzeką mgła
Ku brzegowi szła Kasieńka błoniem
Ku brzegowi wysokiemu szła

Ku brzegowi idąc pieśń śpiewała
O stepowym orle sponad skał
O tym, kogo bardzo miłowała
Czyje listy chowa niczym skarb

Oj ty pieśni, piosnko ty dziewczęca
W ślad za słonkiem jaśniejącym spiesz
Żołnierzowi z pogranicza dźwięcznie
Od Kasieńki pozdrowienia nieś

Niech tam wspomni miłą swą dziewczynę
Jak mu śpiewa do utraty tchu
Gdy on strzeże ziemi swej rodzinnej
Kasia serce wiernie strzeże mu

Rozkwitały jabłonie i grusze
Popłynęła ponad rzeką mgła
Ku brzegowi szła Kasieńka błoniem
Ku brzegowi wysokiemu szła



czwartek, 21 sierpnia 2008

Polaroid 55...


Zrobiłem pierwszą i jedyną klatkę i ... już się zakochałem w tym materiale.
Zresztą zobaczcie sami:


Mr. "Bob The Builder"
Polaroid 55, negatyw, ISO 35
t: 4s, f:5,6; skan Epson 4990



crop 100%


Bob w pozytywie.. :)


środa, 20 sierpnia 2008

Granice pasji...


Zanurzyłem się trochę w starych technikach fotograficznych i zacząłem się zastanawiać gdzie jest granica pasji...
Gdzie zaczyna się szaleństwo graniczące z obłędem...?

Myślę, że zdrowo rozumujący fotograf wie, w którym miejscu zaczyna się obłęd związany z fotografowaniem... kiedy natręctwo wciskania migawki przeradza się w nieuzasadnioną pstrykaninę. Tylko takim ludziom ufam i tylko z takimi ludźmi potrafię rozmawiać o fotografii.

Przestaje już jednak rozumieć takie podejście. Zresztą, zobaczcie sami:




Ja rozumiem, że każdy z nas jest wolny i może robić co chce. Rozumiem, że każdy wybiera własną drogę życia, jednak w moim racjonalnym umyśle trudno jest zagnieździć się myśli, że można podporządkować całe życie tak skrajnemu wyborowi fotograficznemu.

Generalnie mam wielki szacunek do pasjonatów, uwielbiam ludzi z pasją, zażartych w realizacjni marzeń. Ale czasami się ich boję.

Niemniej zawsze lepiej fotografować w stylu XIX wieku, niż... nabijać kolejną kartę CF.

Pozdrawiam pasjonatów!

PS
O dziwo... człowiek ten ma swoją stronę: http://www.johncoffer.com :)


wtorek, 19 sierpnia 2008

Pary...

"Cztery osoby na molo"
w rocznicę powstania fotografii,
Gdynia, 19.08.2008



Kowboje Robba Kendricka...

fot. Robb Kendrick


O tym projekcie pewnie wielu z Wasz słyszało. Niemniej warto chyba przypomnieć i zdjęcia, i fotografa, ale przede wszystkim tajniki kuchni :)

Musicie TO zobaczyć: TUTAJ (video)


Strona Robba i namiary na książkę "STILL".
Opis projektu (slideshow) TUTAJ
Po zdjęcia i opis zapraszam też TUTAJ

fot. Robb Kendrick

Chwała tym, którzy pielęgnują te techniki...!!
Zdrowie Panowie!


19 sierpnia 1839...


... dnia tego, zapewne słonecznego, narodziła się nam FOTOGRAFIA.

Kilka miesięcy wcześniej (9 stycznia), znany nam tutaj wszystkim Louis Jacques Daguerre przedstawił zebranym w Akademii Francuskiej miedzianą płytkę pokrytą srebrem, która zawierała skryty w warstwie jodków srebra - OBRAZ.

Patent na te technikę zakupił rząd francuski i właśnie 19 sierpnia tego samego roku ogłosił wynalazek "wolny dla całego świata" na podstawie raportu, który przedstawił Akademii fizyk Dominique Arag.

Pierwsza fotografia (nie licząc obrazu na chuście, którą św. Weronika otarła twarz Chrystusowi) to chyba będzie to:


Pierwsza trwała odbitka - Nicephore Niepce, 1826
(płyta cynowa pokryta światłoczułym asfaltem syryjskim,
czas naświetlania ok. 8 godzin)


Nie chcę Was namawiać na wielkie pijaństwo, ale do jasnej cholery weźcie dzisiaj wieczorem znajdźcie czas i wypijcie jakiś mocniejszy trunek na znak solidarności z bratnimi duszami fotograficznymi. Tymi, którzy są nadal wśród nas i tymi, którzy odeszli do krainy "wiecznej ciemni". Zwłaszcza ostatnio...

Dedykuje ten dzień Wam wszystkich Kochani.
Dedykuje ten wpis również kolegom, których już nie ma wśród nas, a których fotografie znaczyły drogę ich życia....

W końcu zostaną po nas tylko fotografie...


PS
Dziękuje Marcie za życzenia w tym dniu, które stały się przyczynkiem tego wpisu :)



poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Mój Ojciec miał łopatę...


Łopata jaka jest każdy widzi. Do konia niepodobna, ale tak samo łatwa do rozpoznania. Wiem, wiem... cóż tam łopata na ścianie zawieszona...
Ale to nie jest zwykła łopata... jak wiele niby nieważnych rzeczy w naszym życia, tak i ta łopata ma swoją historię.

Ona wykonała pierwszy kop... pod dom. Dom stoi. Łopata wisi.

Co to ma wspólnego z fotografią? Ano tyle jedynie, że tak jak rzeczy chowają w sobie jakąś cząstkę nas, cząstkę potu, cząstkę rodzinnej tajemnicy i przeszłości, tak i fotografia zatrzymuje chwile nam drogie i pozwala do nich wrócić.

Proponuje więc dbać o przedmioty. Chować je, chronić i pakować w pergamin naszych wspomnień, jak negatywy w segregatorach. Nigdy nie wiadomo bowiem kiedy mogą stać się ważne dla potomnych.

Swoją droga wczoraj oglądałem świetny film "Kroniki portowe" (The Shipping News) z Kevinem Spacey. Rzecz dzieje się na Nowej Funlandii w małym porcie. Żyją tam twardzi rybacy. Jest tam scena, w której redaktor lokalnej gazety czyta swój artykuł o tym, że na ścianie wielkiego domu wisi obraz z pięknymi żaglowcami, a wokół wyspy pływają już tylko wielkie tankowce, ale jakoś nikt do cholery nie chce wieszać na ścianie obrazów z wielkimi tankowcami, które rdzewieją i wylewają ropę w ocean.

Piękna paralela. Nikt nie wiesza na ścianie koparki, łopatę natomiast jak widać - wieszają. Nawet zardzewiałą.
:)


niedziela, 17 sierpnia 2008

Operator vs. Fotograf...


Doznałem tego. Nie wiem czy to dobrze, czy to źle, ale stało się i już nic nie będzie tak jak dawniej. Oto bowiem, stałem się operatorem.

Nie wiem jak Wy, ale dla mnie operator, to ktoś posiadający wiedzę w temacie obsługiwanego przez siebie urządzenia. Znaczy z tą wiedzą, to w tym znaczeniu, że operator MUSI wiedzieć jak działa i jak skutecznie operować urządzeniem aby dało założone efekty.

Drugą cechą operatora jest zaawansowanie czasowe, które musi on włożyć w obsługę aparatury. Innymi słowy... operator nie spieszy się i przebywa ze swoją maszynerią na tyle długo, by dało to efekty.

Z fotograficznego punktu widzenia, każdy kto poświęca zrobieniu jednej klatki więcej niż minutę staje się fotografem. Osoby klasyfikujące się poniżej tego minimum są... no właśnie tutaj mam dylemat....?
Niemniej, dziś interesuje mnie ta grupa, która jest dużo powyżej tej minuty.

43 minuty.

43 minuty, które zmieniły mój fotograficzny światopogląd. Które odwróciły znaczenie upływającego czasu.

43 minuty na wykonanie jednego zdjęcia. Od momentu wyjęcia aparatu z torby do wyzwolenia migawki. Rudolf kiedyś o tym pisał.

Ja dziś to poczułem.
Stałem się operatorem. Bardziej niż fotografem chyba.

Czy to źle? Nie wiem.

Wiem, że te 43 minuty były najprawdziwszą przygodą z fotografią. To jak zanurzyć się w Wielkiej Rafie Koralowej (cwiczeniazpatrzenia :)). Inny świat.

Polecam Wam... wielki format.
Czas i cichy szelest pokłonów w rozmiarze 4x5 cala.


sobota, 16 sierpnia 2008

Odwieczne pytania...


To sztandarowy przykład zdjęcia, które gdyby nie odwrócone do pozytywu, wylądowałoby w koszu :)

A tak... zostaje.

Mężczyzna z tablicą
Gdańsk, 2008


piątek, 15 sierpnia 2008

Mój Ojciec miał ule...


... a ja do dziś pamiętam słodko-mdły zapach kitu pszczelego i ramek woskowych...


Fuji Provia 100F, Crawn Graphic 4x5,
Ektar 127mm, F:5,6, t:1/25, Epson 4990




czwartek, 14 sierpnia 2008

Polecane...Kyle George


Och! Jak ja lubię trafiać w sieci na takie perełki!
Och, jak lubię! :)

Aż mi się gęba śmieje.... do tych portretów BW. Reszta tak sobie...


PS
W zaufaniu dodam, że duża część portretów robiona na Polaroid 55 :):)

D200 vs, film 4x5"...


Pewnie znacie doskonale to porównanie, ale ja właśnie za to kocham Kena Rockwella :)
Przypominam więc :)

http://www.kenrockwell.com/nikon/d200/d200-vs-4x5.htm

Część, która mnie cieszy jak dziecko poniżej:


Zdjęcie wzorcowe


Skan 2400dpi z 4x5 cala


Nikon D200 wyskalowany


Nikon D200, actual pixels

PS
All photos by Ken Rockwell



Wielki Polaroid trwa...


Wspaniałe wieści nadchodzą z frontu walki o utrzymanie materiałów i całej filozofii Polaroid. Przynajmniej w wersji "Big Boy" :)

Oto bowiem słynna "technologia" 20x24 ze swoimi wielkimi płachtami materiału znalazła kontynuatora w postaci firmy 20X24 Holdings LLC.

Więcej informacji na stronie The Wall Street Journal oraz Artinfo.

fot.: Marry Ellen Mark (Polaroid 20x24)



środa, 13 sierpnia 2008

Papu...

Rodzina jedząca gofry
Gdańsk, 2008



wtorek, 12 sierpnia 2008

Pamiętacie to...?


To było dawno. Pociąg wyjeżdżał zawsze około 4:45. Skądinąd godzina prorocza i jak na miejscowość, z której ruszał powinna chyba być zakazane w rozkładzie jazdy PKP.
Ekspres - bo to wówczas jedyny szybki pociąg - sunął po torach o 35 minut szybciej niż obecne IC. To tez znak naszych czasów.
Most w Tczewie o poranku, ledwo widoczny jesienną porą, zarysy zamku w Malborku już w jaśniejszym świetle składały się na koraliki stacji, które mijane po drodze wiodły ku Stolicy.
Najczęściej jeździłem samemu. Uwielbiałem te planowane tygodniami wyjazdy, składanie pieniędzy na bilet i snucie planów zakupowych.

Nieistniejące wówczas jeszcze hurtowo laptopy (zresztą i tak nie było gniazdek w przedziałach) przychylał szalę wagi nudy ku książce i gazetom branżowym. Wars opustoszały w niedzielny poranek kusił zapachem kawy po polsku, nie wiedzieć czemu nazywanej "po turecku"?

Przyjazd z godzinnym wyprzedzeniem zawsze zmuszał do pokłonienia się wystawom z kanapkami w jednym z tych magiczno-odrażających przejść na Centralnym. Nie mam pojęcia jak to jest możliwe, ale po 10 latach, nadal Centralny wygląda obleśnie i ciekawsko w swej odrażającej smrodliwości. Nie pomogła mu nawet liftingowa operacja wstąpienia do Unii i zamontowanie LCD nad kasami.

Numeru tramwaju nie pomnę, zbyt wiele lat minęło i zbyt rzadko bywam w mieście powstańczym. Niemniej z zamkniętymi oczami dotarłbym do celu, nawet teraz.

Kilka przystanków, kładka nad ulicą, w prawo chodnikiem i przed skrzyżowaniem w lewo. I jest...

Już z daleka widać... wężyk podobnych mi wariatów. Stoją... gadają... Zwisające z ramion torby dyndają w rytm przerzucanego ciężaru ciała z nogi na nogę, z prawej na lewą. Czekamy...

10:00. Drzwi do "świątyni z drugiej reki" otwarte.
Dwa piętra. Stoły zasłane najbardziej drogocennym sprzętem. Nowości i starości. Zaczyna się wędrówka, Pogoń wprost. Chłonięcie wszystkiego, dotykanie, macanie, słuchanie, godziny mijają. Negocjacje odkładane w czasie muszą wreszcie znaleźć swoje rynkowe rozwiązanie. Zakup planowany od tygodni dochodzi do skutku.

Można odetchnąć. Powrót popołudniu, tym samym składem.
Wieczorne światła na murach Malborka przypominają, że jeszcze tylko Tczew i już zaraz wysiadka.

Uwielbiałem te giełdy w Stodole.
Pamiętacie je...?

:)



Fotografia nieludzka...

Pies na murku
Gdynia, czerwiec 2008


Biała lampa w oknie
Gdańsk, 2008


poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Jak zniszczyć rynek fotografii w Polsce...


To bardzo proste, nadal na szczęście dość rzadkie. Ale warto przestrzec przed takim działaniem.

Allegro 1 - Aukcje fotografii. Cena Kup Teraz - 14,99 zł
Allegro 2 - Aukcja fotografii. Cena Kup Teraz - 14,99 zł

Licząc, że za wydruk zapłacił 8zł, zarabia na tym Pan Fotograf jakieś 7 zł na rękę....
Czyż to nie jest żałosne? I czy warto robić z własnym nazwiskiem takie zabawy?



Ech... chciałoby się:

Edward Steichen (1879-1973), "The Pond - Moonlight",
Long Island, stan Nowy Jork, 1904 r
Cena: US $2.6 million


Brawo Gazeta, brawo edytor, brawo fotograf...


Dziś potrójne brawa dla Gazety Wyborczej. Za zdjęcie na jedynce. Fotografia Roberta Kowalewskiego jest w dniu dzisiejszym najmocniejszym akcentem fotograficznym od dnia rozpoczęcia wojny i jak dotychczas nie widziałem lepszej fotografii z tego konfliktu.

Idące z duchem czasu i sposobem widzenia wojny przez fotoreporterów zdjęcie, zarówno jest przerażające, jak i uspakajające. W porównaniu do innych rodzimych dzienników, po prostu deklasuje.

Gratulacje za wybór dla edytora...


Gazeta Wyborcza, 11.08.2008
fot. Robert Kowalewski

Więcej zdjęć Roberta TUTAJ - szkoda, że już nie tak dobrych jak to wyżej :(



piątek, 8 sierpnia 2008

"Wariaci" nas ratują...


Ludzie pozytywnie zakręceni są zbawieniem dla zagonionego w piętkę świata. Zwłaszcza cenię ludzi zakręconych na tle dawnych technik fotograficznych...

Powiedzcie sami, czyż nie trzeba być wspaniałym wariatem aby w XXI wieku, z cyfrówkami 50 megapiksli bawić się w coś takiego: Wetplate Collodion !?

Zwróćcie uwagę na zaplecze. Już kocham faceta :)


Copyright 2008 by Joseph Smigiel


Tutaj jest jego galeria takich między innymi efektów tego "wariactwa":


Copyright 2008 by Joseph Smigiel


A znacie kogoś w Polsce, kto się tym zajmuje...? Kogo stać na to?


Kąty...

"Pod kątem... "
Sopot 2008



Rugby kobiet... postscriptum



Pamiętacie te moje zdjęcia dziewczyn/rugbistek z klubu Arka Gdynia...?!

Miałem wtedy cichą nadzieję, że może dzięki paru informacjom wśród lokalnych znajomych zainteresują się tym media. No i okazuje się, że temat podchwyciła/przechwyciła Gazeta robiąc własną wersję spojrzenia na rugby kobiet - z czego w sumie się bardzo cieszę.

Efektem jest sesja zdjęciowa i reportaż w dzisiejszej GW Trójmiasto. Dziewczynom gratuluje tak dużego (olbrzymiego - cała rozkładówka) materiału, bo chodzi właśnie o nagłośnienie tej dyscypliny....
Szkoda, że nie w wydaniu ogólnopolskim.

Zdjęcia zrobione przez Rafała Malko i Dominika Sadowskiego w klimacie "ciężkim", w akcji, nie są najgorsze. A nawet mi się kilka podoba. Część zbyt sztuczna jak na pozowaną dynamikę, ale jest ok. Zdjęcie kolorów i wyprany efekt miał wzmacniać efekt "raw" :)

Całość sesji tutaj: http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35635,5567310,Kobiety_z_jajem.html

Z pewnością są to zdjęcia inne niż widywane codziennie na łamach GW, a to już dużo :)


Gazeta Wyborcza Trójmiasto, "Kobiety z jajem"
tekst: Adam Mauks
foto: Rafał Malko, Dominik Sadowski



PS
Całe założenie mojej sesji było trochę bardziej "ideowo-portretowe" i opierało się na dyptyku i wyglądało tak:




Całość moich portretów www.piotrbiegaj.com


czwartek, 7 sierpnia 2008

Ważne przerwy...


W naszym życiu ważne są przerwy. Wszelakie. Przerwy w pracy, przerwy między stronami dokumentu WORD, przerwy w szkole lub na studiach, a nawet przerwy w dostawie prądu.

I nijak nie da się ich doceniać dopóki nam ich nie zabraknie. Przypomina mi się tutaj pewna opowieść, która gdzieś, kiedyś przeczytałem... rzecz działa się w statystycznym domu, gdzieś w blokowisku lub nowym, strzeżonym osiedlu gdzie wieczorem schodzi się rodzina i zaczyna się rytuał: starsza córka - słuchawki na uszy i wali muza wtulona w ścianę oddaje się w ramiona swoim czarnoskórym idolom zza Wielkiej Wody, młodszy brat - zanurzony w świat Heros zapamiętale katuje przeciwników mieczami błyskającymi wokół, matka - na małym telewizorku w kuchni przeżywa kolejne wyrażone w języku Magellana uniesienia Rodrigeza i Huanity, ojciec - nieodrywając oczu od telewizora, klepie w laptopie.

Nagle przerwa... brak prądu. Przerwa w dostawie elektryczności. Cała rodzina z nudów zbiera się w salonie. Z braku laku - zaczynają rozmawiać. Matka o pracy i domu, dzieciaki śmieją się grając w słówka, ojciec wsłuchany w matkę, zapisuje przy świecy plan zakupów zazwyczaj wysyłany mailem przez żonę. Mija 35 minut... żarówka zapala się nagle jak wschód słońca na stacji orbitalnej. Rozmowa cichnie... Słuchawki lądują na głowie, restart komputera przywraca do życia Herosów, TV już brzęczy, a Rodrigez zdąży jeszcze wyszeptać słowa miłości swej Huanicie.


No i...?

Ano, przerwa w fotografowaniu potrafi być równie twórcza. Trwa zazwyczaj dłużej niż 35 minut.... u mnie już tydzień, ale czuję wewnętrznie, że jeszcze nie powinienem sięgać po aparat. Jeszcze niech sobie odpocznie ode mnie.
Takie fotograficzne przerwy są naprawdę ważne. Obojętnie jak je nazwiemy: poszukiwaniem weny, odpoczynkiem, nabieraniem dystansu czy zmierzeniem się z własną niemocą.

Potem zapach błony fotograficznej ma zdecydowanie intensywniejszy zapach. A światło wydaje się być o wiele bardziej klarowne i cienie załamują się tak ciekawiej ;)


Róbcie sobie przerwy fotograficzne. Tak po prostu. Znajdźcie czas na oddech od pasji. Można przecież zabić się z pasją. Więc ostrożnie z ta naszą "chorobą światłoczułości".

Pozdrawiam wszystkich Światłoczułych!

Howgh!


Zmiany w Magnum wedle Parra...

To, że 'Agencja Magnum' się zmienia i zdaniem wielu powinna robić to coraz radykalniej, jeśli nie chce się zamienić jedynie w 'Archiwum Magnum' jest jasne.

A jak się na te zmiany zapatruje pierwszy rewolucjonista wśród "magnumowców" - Martin Parr..?
Zapraszam do wywiadu z nim na stronach PDNonline.

środa, 6 sierpnia 2008

Fotografia kolekcjonerska...

Moi Drodzy!


Zwracam się do Was w bardzo oficjalny sposób, bo i sprawa poruszana przeze mnie jest bardzo poważna. Nie tylko, mam nadzieję, dla mnie, ale również dla tych wszystkich, którzy cenią sobie pierwiastek dotyku ludzkiej ręki w fotografii. Pierwiastek ów pozwala bowiem nazwać wybrane fotografię, dziełami sztuki lub po prostu sztuką. Dzięki Bogu, są jeszcze na tej planecie ludzie, dla których papier barytowy i wywoływacz zamknięty w butelce ma większa wartość niż plastikowa karta pamięci i ekran monitora.

I do tych właśnie osób się zwracam, nie pomijając wszak tych, którzy niekoniecznie sami moczą ręce w utrwalaczach, ale duchem czują, że odbitka ma znaczenie dla duszy (parafrazując Białoszewskiego - "Sufitowość ma znaczenie dla duszy").


Kochani!


Proszę Was w tym miejscu o przesyłanie do mnie wszelkich znalezionych przez Was informacji na temat Fotografii Kolekcjonerskiej w Polsce. Materiały gotowe w postaci plików, linki do miejsc w sieci, gdzie znajdują się materiały na ten temat. Począwszy od definicji, głównych założeń kolekcjonerstwa, aukcji, dzieł, techniki wykonywania odbitek kolekcjonerskich, wydarzeń związanych z rynkiem kolekcjonerskim.... słowem wszystkiego, co pozwoli stworzyć w sieci jedno miejsce z takimi informacjami i zogniskuje środowisko ludzi tym się zajmującymi. Wiem, że takie miejsca są, szukaniu ich poświęciłem ostatnie tygodnie. Jednak jest to wszystko bardzo rozproszone. Chcę to złączyć pod jednym adresem.

To zadziała. Uwierzcie mi. Obecnie niestety nie widzę takiego jednego miejsca. ZPAF, który teoretycznie mógłby pełnić rolę mecenasa takiego środowiska (wydawało by się to całkiem naturalne) zupełnie zagubił się w swojej roli w Polsce i w swojej przeszłości. Totalny marazm tego środowiska przeraża :(

A przecież można zbudować rynek fotografii w Polsce, tej wiszącej w galeriach, tej zaawansowanej duchowo. Jak widać na przykładzie organizowanych aukcji... można.

Dajmy jednak ludziom podstawy nauki o kolekcjonerstwie zdjęć.
Zaciekawmy ich.
Edukujmy.
Od podstaw.
Organicznie.
Sami siebie zresztą też.


Fotografowie!

Czekam na Waszą pomoc. Na wszelkie informacje na temat kolekcjonerstwa fotograficznego w Polsce. Jednak nie tego z Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku, ale tego które powinno znaleźć się w galeriach, muzeach.
Postaram się to złożyć w jednym miejscu w sieci.
Pomożecie.....?


Czekając na Wasze wsparcia, pozdrawiając wszystkich -
iczek


Kontakt: pb@piotrbiegaj.com

wtorek, 5 sierpnia 2008

Fotografia kolekcjonerska.... 3. aukcja


Nie wiem czy mi tylko umknęła informacja na temat wyników 3 Aukcji Polskiej Fotografii Kolekcjonerskiej, która odbyła się 9 kwietnia 2008 roku w Domu Aukcyjnym REMPEX, ale dopiero dzisiaj przewertowałem serwisy i chciałbym poniżej pokazać 4 najdroższe fotografię wylicytowane na aukcji.

Pełen katalog można zobaczyć na stronie Domu aukcyjnego REMPEX, a pełne zestawienie cenowe jest tutaj.



Fotografia kat. 217 - 6000zł

Jerzy WARDAK
TWARZ 1976-2008
odbitka autorska, nakład: 6/10
fotografia czarno-biała, brom, papier, 43 x 78 cm (arkusz),
opisana l.d. (na passe-partout):
TWARZ 1976-2008 \ tech. brom 6/10, oraz sygn. p.d.. (na passe-partout):



Fotografia kat. 143 - 6000zł

Zdzisław BEKSIŃSKI
Dłonie dziecięce, lata 60.
fotografia czarno-biała, brom, 24,5 x 19 cm (arkusz);
na odwrocie 2 pieczątki autorskie (częściowo niewidoczne) oraz pieczątka ZPAFu;
odbitka autorska, nakład: nieokreślony


Fotografia kat. 283 - 4900zł

Krzysztof PRUSZKOWSKI
18 postaci Nike z Samotraki, 1988
fotografia czarno-biała, brom, papier, 48 x 34,5 cm;
opisane d.:18 victories de Nike....fotosynteza K. Pruszkowski 88;
odbitka autorska, nakład: nieokreślony


Fotografia kat. 234 - 4400zł

Grzegorz PRZYBOREK
44 gimnastyczki na łonie natury...
44 gimnastyczki na łonie natury z serii Hotel Europa,
1994/2008 fotografia czarno-biała, brom, papier Ilford baryt,
60 x 49 cm; sygn., dat, opisane na odwrocie;
odbitka autorska, nakład: 8/25 W załączeniu certyfikat autorski



*Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony firmy RAMPEX


poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Drzazga w palcu...



Dzwonek telefonu, wyrwał mnie z porannego przeglądania gazet. Głos w słuchawce od pierwszego brzmienia niósł coś złowrogiego. Dotarło to do mnie bardzo hasłowo: przedszkole, Młody, drzazga, płacz i lekarz.
Chwila zastanowienia i już skojarzył mózg, że powinienem wybrać numer do Lepszej Połowy, nie wiedzieć czemu palce o ułamek sekundy wyprzedziły neurony i jak spojrzałem na telefon w celu wybrania połączenia, ono już było zestawione. Zupełnie jakby mechanizm ręki myślał za mnie...


Po kilkugodzinnych perypetiach, lekarz stwierdził i zawyrokował to samo, co ja przekazałem Lepszej Połowie w 5 minut po zdarzeniu: woda z mydłem i moczenie palca.
Okiełznanie 3 i pół latka w ambulatorium był zadaniem nie do wykonania dla dwóch dorosłych lekarzy i matki. Poza tym - bez przesady...
Sam wyjazd autobusem do szpitala, w kaloszach i strugach deszczu wynagrodził sowicie cierpienie sprzed kilku godzin...


Ale ten dzień miał pozostać w mojej pamięci nie tylko ze względu na drzazgę w palcu, choć niewątpliwie zapamiętam drzazgę do końca życia.
A to za sprawą kolejnego przełomu związanego z fotografią...
Nie pierwszego w życiu, ale za to jednego z tych, co to stanowią o naszych dziejach i losach czasami. Dla części z nas jest to pierwszy aparat w życiu, dla niektórych widok pojawiającego się obrazu na właśnie naświetlonym papierze moczącym się w wywoływaczu, a dla innych zakup kolejnego wielkiego formatu do kolekcji już posiadanych czterech ;)


Oto spóźniony listonosz wniósł do domu płaską paczkę. Napis na pudełku nie pozostawiał złudzeń - dziecko musi SZYBKO iść spać. Tata dostał z Ameryki album! Album Roberta Franka "The Americans" i musi go tata oglądnąć w zaciszu kawy stojącej na biurku i sączącej się z głośników muzyki.

Nie będę odkrywał Ameryki (to już trzeci raz to słowo) i popisywał się, że mam inne zdanie niż parę milionów ludzi na świecie. Są bowiem takie albumy lub zdjęcia, które zmieniają postrzeganie rzeczywistości i dokonują waloryzacji własnych poglądów na sferę twórczą. Ten album to ma!
Trudno to opisać, ale feeling jest i pozostanie. Polecam każdemu fotografowi.
Ze spokojnym sumieniem stwierdzę, że kto tego nie ma, to nie ma pojęcia czym MOŻE być fotografia i czym być POWINNA.

Żegnam Was wtulony głowa w pachnący świeżością i cudownie podany album "The Americans".



Robert Frank "The Americans"


fot.: Robert Frank "The Americans"