czwartek, 31 lipca 2008

Sztuczki ze sztucznym...

- Ja nie uznaję światła sztucznego. Wspomagania rzeczywistości dodatkowymi zabiegami oświetleniowymi, uważam zawsze za pogarszanie już zastanej przestrzeni świetlnej.

Zdanie tej treści wypowiedział mój znajomy na kilka dni przed zakupem przeze mnie świateł studyjnych. Ręka mi zawisła nad klawiszem enter, bo już miałem kliknąć realizację przelewu za lampy, gdy przypomniałem sobie te słowa.

Pomyślmy przez chwilę...

Światło zastane/naturalne jest sytuacją idealną dla oddania atmosfery i klimatu, a przede wszystkim rzeczywistości danej sceny. Naturalne oświetlenie jest jednak często także utrudnieniem. Kontrast związany z siłą światła nie pozwala na rejestrację tego, co czasami chcemy. A jednak są fotografowie, którzy za chińskiego boga (Chiny są teraz popularne) nie dadzą namówić się na zastosowanie chociażby blendy, bo to psuje efekt. Robią to nawet kosztem jakości i poprawności technicznej.
Swoją drogą - co to jest poprawność. Teraz to aż strach być poprawnym, bo zaraz wyrzucą Ci, że nie jesteś pomysłowy :)

W każdym razie... rób tak jak warunki pozwalają.

Na drugim końcu są zwolennicy używania i wspomagania się światłem sztucznym nawet w dobrych warunkach oświetleniowych. Dopalanie, rozjaśnianie cieni, prześwietlanie... itp. Jak namówi się przedstawicieli tego obozu, że warto zamiast błysku użyć blendy - to jest to dla nich i tak cierpienie.


Niewątpliwie wszystko zależy od wyczucia fotografa i zdolności pracy z mieszanym światłem. Są przecież zdjęcia, sesje całe, które wydają się być zrobione w świetle naturalnym, a w całości są sesjami sztucznymi. Chyba mistrzem jest tutaj Erwin Olaf ze swoją serią "Grief":


fot. Erwin Olaf

Ta sesja jest po prostu zrobiona bez świateł... wydawać by się mogło... A jednak nie. I to sztuka!

Oglądam nasze rodzime magazyny "dla Pań". Patrzę na sesje znanych (komu?) pań, których twarze coraz mniej mi mówią, bo ich trwałość medialna jest na poziomie bułki paryskiej, która wieczorem jest już twardym, niezjadliwym kamieniem. I tak oceniam sobie co też fotograf zrobił z tym światłem. I mnie taka wielka żałość bierze... że ten nasz rynek jest taki przewidywalny. Taki ograny. Jakby wszyscy umieli ustawić światła tylko na 3 sposoby i zamiennie w trzech tytułach przestawiają te lampy.

Czy doczekam się wreszcie sesji na poziomie wspomnianego Olafa, Eugenio Recuenco czy Candace Meyer ?
Kiedy....?


Znów marudzę... wiem...



1 komentarz:

beanow pisze...

trochę o samotności, trochę o ciekawości...