niedziela, 29 czerwca 2008

Mary Ellen Mark - PROM

fot.: Mary Ellen Mark, The Prom project

Moja ulubiona socjolog aparatu - tak sobie ją nazwałem - Marry Ellen Mark zakończyła swój kolejny projekt. Po raz kolejny swą fascynację słynnym już Polaroidem 20x24 przelała na kolejny cykl portretów. Tym razem sportretowała uczniów kończących naukę w amerykańskich "high schoolach", z amerykańska wydarzenie to nosi nazwę pochodzącą od tańca PROM.

Jak za każdym razem przy pracy z tym aparatem, swoisty aspekt techniczny kładzie się długim cieniem w tle tych zdjęć i czasami się zastanawiam kiedy znudzi mi się ten efekt Polaroid. Jak na razie mi się nie znudził... wręcz zachwyca po raz kolejny.

Kurcze... coś w tym jest! Te portrety Mary są po prostu od serca...


9 komentarzy:

alkos pisze...

Kurde, ty naprawde mitologizujesz sprzet...

iczek pisze...

Cóż.. niektórzy się do tego przyznają, a inni kupują Leica M6... :) i udaja, że po prostu że sa ponad sprzętowe podniety :)

alkos pisze...

iczku, iczku... ja nie twierdze, ze mi sprzet decyduje o feelingu fotografii, tylko fotografowania... a juz na pewno nie zastepuje fillingu... książka "polaroid" jest tak samo antyfotograficzna jak płyta "od bacha do bayer full na kobzie"... ot, gadzecizm...

iczek pisze...

Alkos - dlaczego to Ty masz decydować co jest antyfotograficzne :)?
Zawsze mnie to zdumiewa... Moim zdaniem album jest świetny i poza aspektem samego technicznego wykonania zdjęć, po prostu jest to przekrój przez stylistykę polaroid przez dziesięciolecia./
Nie widzę w niej NIC antyfotograficznego. Jak każda fotografia jednak każdemu może się podobać lub nie :)
Ale skąd twierdzenie o antyfotografii...?! Zdumiałeś nie alkos.
Pamiętaj... streetowcy też pracują polaroidem :)
Piszesz filling... to jest własnie czesc fillingu dla mnie... jakś droga, jakies podejście. Powtórze - puryzm leikowców ma swoje miejsce i swoją strone chodnika. Puryzm wielkoformatowców też ma swoje wyznaczone sćieżki. Czegos się czepił polaroida..!?
Widziałeś T55...!? To jest prawdziwy filling :)

alkos pisze...

"Widziałeś T55...!? To jest prawdziwy filling :)"

Robiłem na 4x5 + T55. To nie jest zaden filling, to nosnik - nie zrozumiales mnie. Filling to zawartosc zdjecia: tresciowa, uczuciowa, plastyczna. Fill - wypełniać. Nie wazne kto czym pracuje, wazne co z tego powstaje.

A ksiazka o polaroidach jest na tyle niefotograficzna, na ile megafotograficzna jest "The Americans" Franka. Czaisz o co mi biega? To tylko moje zdanie, ofkors. I wobec siebie mam prawo decydowac, co jest a co nie.

iczek pisze...

No tak, to się nie zrozumieliśmy w warstwie fillingu ..:)

A co do albumów. Rany... gdyby traktować wszystkie albumy fotograficzne jak ten "Americans" to pewnie nikt nie wydałby innych albumów... :)

Trudno mi się nawet domyśleć, czemu postanowiłeś zestawić wybór polaroidowych fotek (przywołany przeze mnie) z kultowym (sorry za słowo) albumem dla wszystkich świadomych fotografów...!?\

No, ale pewnie miałeś jakiś cel :)

alkos pisze...

...celem bylo wyjasnienie mojego pojecia "fotograficznosci", a zatem chyba i fotografii...

iczek pisze...

No widzisz, a ja tylko fajny album znalazłem :)

alkos pisze...

no i skwitowales całą dyskusje ad absurdum... :-|