wtorek, 24 czerwca 2008

Large Format...


Nie wiem czy moja sytuacja jest wyjątkowa, ale śmiem wątpić. Myślę nawet, że po raz kolejny wpisuję się w standardowy nurt rozwoju fotografa...
Oto bowiem coraz częściej (kiedyś może dwa razy na rok, a teraz już każdego miesiąca) myślę o ostatecznej decyzji w sprawie wejścia na Mount Everest fotografii, jeśli chodzi o wielkość... a mianowicie o wielkim formacie.


Pierwsze kroki już czyniłem wielokrotnie. Już ze mam porobione katalogi z informacjami, w Ulubionych leżą spokojnie linki do większości stron poważnie traktujących o LF oraz zalogowany jestem na wszystkich chyba forach tego tematu :)
Ja nawet już brałem udział w 2-3 licytacjach na eBay... na szczęście przegrałem, bo moje niezdecydowanie chyba jednak jest dowodem, że jeszcze trochę potrzebuje by spokojnie stwierdzić, że to jest to.

Oczywiście moja frustracja, że jeszcze tego nie mam, rośnie wraz z kolejnym zdjęciem znalezionym w sieci, na którym plastyka obrazu od razu każe mi domyślać się jaką to piękną Tachiharą lub Linhofem było robione to zdjęcie.

Największy ból, a co za tym idzie najbliżej ataku na szczyt Czumulungmy byłem w czasie jednej z warszawskich wizyt w galerii Yours przy zdjęciach Mug Shots.

No, ale wystarczyło parę godzin w IC i znowu pojawiły się obawy, czy nie za szybko....:(

No, ale kiedy jest ten czas na LF...!?

21 komentarzy:

Myszowaty pisze...

Targany podobnymi namiętnościami kupiłem sobie ongi Graflexa z Xenarem +4kasetki 4x5"- najprostrza i najtansza konfiguracja. Cóż za radocha w plenerze - odstawianie tańca świętego Wita po rozłożeniu na statywie, cała celebra z ustawianiem i kadrowaniem :) Może jeszcze do tego wrócę ...kiedyś :)

Pawel Kosicki pisze...

Drogi Iczku.
Mug shots ... rzeczywiście wspaniała wystawa, ale czy na pewno wielki format zadecydował o tym, że te zdjęcia tak czarują. Czy może otwartość na ludzi fotografa, wyczucie światła, prostota w spojrzeniu? Pewien jestem, że zrobione zenitem te zdjęcia wyglądałyby równie intrygująco. Cenię bardzo Twojego bloga, talentów u Ciebie sporo, ale wydaje mi się, że zakup formatu 4x5, albo wiekszego winien wynikać z wizji fotografii, która cieszy Twoje serce. Jeśli nie jest to antidotum na brak weny - kupuj. Jeśli jednak szamoczesz się w poszukiwaniu swojej drogi ... poczekaj. A tak w ogóle jeśli Cię stać, to przecież zawsze możesz to sprzedać, wcześniej nacieszyć się i dowiedzieć, co tak na prawdę Cie kręci prócz licealistek. pozdrawiam przepraszając jednoczęsnie za mentorski ton.

Pawel Kosicki pisze...

Jak Cię znam już aparat do Ciebie płynie z dalekiego kraju ...

Jerzy Pawlowski pisze...

Czas na LF jest chyba zawsze właściwy o ile zbiegają się dwie rzeczy: czas i ochota. Sam miałem kilkuletnią przerwę w fotografii i nie dawno powróciłem ale już tylko z najmniejszym z dużych formatów, czyli 4x5. Po pierwszych doświadczeniach i rozkoszy oglądania negatywów gdzie jest na oko dosłownie wszystko, wiem że małego obrazka na pewno nie będę już robił, średni - może, ale wątpię. Mam wszystko co trzeba ale niestety brakuje mi pierwszej z rzeczy koniecznych czyli czasu.
Jeżeli kupujesz pierwszy aparat LF to zastanów się jedynie nad tanim drewnianym. Jak lubisz precyzję to serdecznie radzę metalowy, jak do tego masz wstręt do limitacji to dodatkowo szynowy a nie składany. Oczywiście masa ludzi używa drewniane (bo są śliczne i tanie z Chin) ale w sumie aparat to precyzyjny instrument optyczny a nie mebel.

_rK_ pisze...

Mialem 8x10. - Najprostsze wyjscie dla fotografow nie majacych nic do powiedzenia poza fascynacja forma. Kusi - owszem - i to bardzo, ale to slepa uliczka. Brak w tej fotografii tego co w niej najwazniejsze - mozliwosci lapania chwili. Zrob jak radzi Mysza. Kup taniego Graflexa i sprobuj. Jesli nie znudzi Cie uciazliwosc procesu* ktory teraz wydaje Ci sie tak magiczny, zawsze mozesz dokupic cos lepszego. A jesli Ci sie nie spodoba, postawisz kamerke przy kominku, gdzie bedzie Ci przypominala, ze najwazniejsze w tej zabawie to zdjecia i to co na nich.

Swoja droga miotasz sie Iczku sprzetowo za bardzo. Nie przykladasz sie i piszesz potem, ze Hasselbladem nie da sie robic podchwyconych zdjec na ulicy. Da sie. Jak najbardziej. Jak kazdym sprzetem w ktorym mozesz wyzwolic migawke podczas celowania. Nawet cyfrowa malpa. Tylko nie po wyjeciu go z pudelka. Daj mu i sobie szanse, przekrec chociaz z 10 rolek w ten sposob. Jak Ci zal filmow, poluj z pustym magazynkiem. Przyzwyczaj go do siebie i oswoj. Pamietaj, ze to aparat jest dodatkiem do fotografii a nie fotografia do aparatu. - Coraz czesciej mam wrazenie, ze niektorzy o tym zapominaja. - Albo robice zdjecia albo kolekcjonujcie platynowe Lajki.

*) rozstawianie, kadrowanie, nastawianie ostrosci, wkladanie kasety, potem wolanie, walka z kurzem przy stykowkach. A jeszcze wczesniej zakladanie szitek do kaset, jeszcze raz walka z kurzem.

iczek pisze...

Panowie, dziekuje za wszelki sugerowane rozwiązania, a Pawłowi za mentorski ton :)
Mi chyba czasami trzeba takiego lekkiego kopa w d... abym otrząsnał swój uparty łeb i pomyślał. Jednak ciezko, bo kusi człowika wszystko , co nowe i nieznane.
A najbardziej ten "kurz i znowu kurz i szitki, drogi rK :)

Pawle - mug shots byly jednak magiczne moi zdnaiem w co najmnie 50% z powodu własnie formatu. Ta miekkosc (mówie o stronie technicznej) jest ujmująca...

Myszowaty - to jest mój plan na najblizsze miesiące i to własnie po to, by zasmakować. Bo jak piszecie sami, to ma byc dodatek do fotografii. Zobaczymy.

Jurku - jak widac drogi na szczęscie są rózne. Dla jednych ślepa uliczka, to dla innych cel i spełnienie i w tym cała radość naszej inności.

W każdym razie posmakować muszę. Jak dziecko, które szlochem się zanosi pod kasami w Realu wyciągając rekę po Chupa Chups :)

alkos pisze...

Kurde, chcialem cos napisac, ale w zasadzie _rK to napisał. Tak, kopnij sie w zadek i łaź z jednym aparatem w łapie przez rok. Co najmniej.

iczek pisze...

Ależ Alkos, ja wiekszość aparatów posiadam bardzo długo... :)
Na ten przykład F4 miałem ze 3 lata. F90x to i dłużej. Wraz z przejsciem chwilowym na cyfre starałem się gonić technologie i przyznam, ze mialem te wszystkie marki i D2H po pol roku.
Od dluzszego czasu tylko film... no i co szkodzi miec G2 i Linhofa...? :)

_rK_ pisze...

Miales. Ale na polce. A tu chodzi o to zeby je miec w reku.

_rK_ pisze...

Tu a propos onanizmu.
O tempora, o mores!!!
Tak nisko upasc. Jako producent bizuterii dla bogatych.
http://fotopolis.pl/index.php?n=7452

alkos pisze...

"jeden", "w łapie".

tylko jeden.

miec sobie mozesz ile chcesz, ale jak bedziesz robil wszystkimi na raz, to niedobrze...

Jerzy Pawlowski pisze...

Trochę muszę popolemizować z _rk_. Dla jednych najważniejsze to złapać chwilę, dla innych (mnie wliczając) liczy się wykreowanie chwili, co w dużej mierze łączy się z "łapaniem" ale w inny sposób. W tym wypadku duży format daje większe możliwości.
Nie bagatelizowałbym formy. Z puntu widzenia konesera fotografii wolę odbitkę z oddechem, z bogatą tonalnością, ostrą a jednocześnie miekką niż wyciśniete do granic technicznych możliwości odbitki z małego obrazka, gdzie aż się wydaje że jeszcze cm powiększenia i wszystko się rozleci. Ogólnie widzę że w polskiej fotografii jest sporo nonszalancji jeżeli chodzi o formę i wykończenie odbitki, jest to czysta strata bo jest dużo dobrych prac, ale artystycznie dobrej fotografii jest dużo na świecie i tego typu "małe" rzeczy decydują czy coś się liczy czy nie. Tu chyba sporą rolę odgrywa szacunek do swojego czasu i pracy.
Jeżeli chodzi o sam proces to duży format wydaje mi sie dużo łatwiejszy niż mały format. Np. jednym z powodów że przeszedłem na duży format jest praca przy powiększalniku. Ile się trzeba namęczyć z mniejszym formatem (kurz, rysy) aby to jakoś wyglądało. W dużym, przy generalnie dużo mniejszych powiększeniach wszystko robi się prostsze i przyjemniejsze. Przy skanowaniu jest podobnie, do małego formatu trzeba używać profesjonalny skaner, przy duzym też oczywiście jest lepiej, ale nawet na amatorskim płaskim jak nie potrzeba dużych powiększeń to można mieć zadowalające wyniki.
Oczywiście aparat do narzędzie i np. do Twoich zdjęć (które poważam) większy format niezbyt się nadaje, ale do innych sprawa może wyglądać zupełnie inaczej - dlatego nie skreślałbym znaczenia formy i jakości.

Myszowaty pisze...

No to ja też zapolimeryzuję trochę - bo o ile wielkość kurzu i paprochów dla małego obrazka jest czy może być znacząca, o tyle na duuuużej kliszy 4x5" będzie tych paprochów zwyczajnie więcej!- chyba że zainwestujesz w odpowiednie pomieszczenie z laboratoryjnymi warunkami, wentylacją itp. :) A dwa - nie wiem, czy czasem do zrobienia odbitek z LF-a nie trzeba będzie kupić kolejnego powiększalnika - no i nie może być to bele-co, hm? Czyli wyglądałoby na to że utrzymanie trzech formatów jest po prostu cholernie kosztowne.. Co do treści/formy itp. faktycznie na dużej kliszy absolutnie _wszystko_ wychodzi PIEEEEKNIE :) ..i tu tkwić może pułapka.

Pawel Kosicki pisze...

Poznałem kiedyus fotografa, który patrzył na mały obrazek z góry nazywając go mikrofilmem. Pokazywał bezustannie swoje negatywy 4x5, na których były banalne portrety drzew... było za to widać każdy liść... Forma to za mało. Z drugiej strony aktualnie w yours 3 piętrowa wystawa Gudzowatego ... wiele zdjęc zrobionych wielką kamerą ... pokłony, płytkie głębie ostrości i niezwykłe momenty ... jednak można

Myszowaty pisze...

ja chyba też poznałem tego fotografa ;)

iczek pisze...

rK, Alkos - w życiu nie zrobiłem tyle zdjęć ile zrobiłem F4.
To nie kwestia robienia wylacznie. Robic mozna i 5000 dziennie D2H, jak to zreszta czyniłem swego czasu robiąc po 2-4 karty 1GB.
To nie do konca jest tak, ze jak sie ma wiele, to sie nie robi zdjec.
Wręcz odwrotnie bym powiedział... większa możliwosć robienia zdjeć, jak masz 2-3 body. A jaka zyskujesz wszechstronnosc :)

Te "przyczepianie" sie do jednego aparatu i kreowanie poczucia swoistej łączności z metalową obudową trochę trąci mi artyzmem :) z wywiadów z wielkimi mistrzami, którzy uparcie twierdzą, że zrobiliby równie dobrą sesję używając H2D39mln, jak i puszki po sardynkach :)
Śmieszne to trochę.

Wiem, że Wam bardziej chodzi o aspekt tego aby nie żonglować tym i po prostu robić zdjęcia, ale trochę galopady w kierunku aparat=przyjaciel wykonaliście. A jak znam życie sami zmienialiście i szukaliście swojej drogi kompletując kolejne puszki wielokrotnie.
Pamiętajcie! KAżdy musi przez to przejść. Ilośc posiadanego sprzętu nie znaczy o niczym... ja wręcz czuję wewnętrznie tę radość, która odczuwają wszyscy obecni adepci chwytając w ręce D40 czy 400D, potem nasepne i nastepne... coś w tym jest.

iczek pisze...

Jerzy - Twój ostatni komentarz jest świetny!! Mam podobne odczucia. Ja przez dłuższy czas i nadal zresztą choć rzadziej KREUJE obraz. Nie upieram się aby złapać kolejnego człeka na ulicy niosącego szafę czy deskę na ramieniu.
I wychodząc od kreacji, po prostu zauważam, że odbiór tego typu fotografii jest zupełnie inny od (nazwijmy to generalnie) reportażu.

Nie wartościuje tych dwóch podejść. Chcę pokazać ich inność, chociaż Ty to zrobiłeś wspaniale.

Rudolf pisze...

Iczek, to jest typowe, że ludzie mówią "zrób to, zrób tamto". Szczególnie typowe w Internecie.
Mnie to spotyka bardzo często ;)

Najważniejsze, żebyś się nie dał, i robił to, co Cię naprawdę kręci.
A te wszystkie rady, tak naprawdę są zapewne ze szczerego serca, i pewnie wybierzesz z nich wiele dobrego.
Tak czy siak, życzę Ci dobrego wyboru, i tego, byś nie omieszkał się pochwalić, jeśli coś dużego kupisz. :)

witek pisze...

Przedwczoraj kupiłeś Contaxa, masz chłopie tempo.



> ja wiekszość aparatów posiadam bardzo długo... :)
Na ten przykład F4 miałem ze 3 lata.

OK, taki żarcik, rozumiem.


> duuuużej kliszy 4x5" będzie tych paprochów zwyczajnie więcej!

Przesądy. Gorący prysznic na wannę, czy brodzik wyzwala wystarczająco dużo pary by zbić cały kurz i przygotować łazienkę do pracy.


> Poznałem kiedyus fotografa, który patrzył na mały obrazek z góry nazywając go mikrofilmem.

Biedny Czarek, ile się chłopiny czepiać można :>


>czy czasem do zrobienia odbitek z LF-a nie trzeba będzie kupić kolejnego powiększalnika - no i nie może być to bele-co, hm?

5x7, lub 8x10 i ekskluzywna ramka stykowa za 200PLN?

witek pisze...

> mug shots byly jednak magiczne moi zdnaiem w co najmnie 50% z powodu własnie formatu. Ta miekkosc

spowodowana jest, owszem, wynikiem unikalnego pola widzenia LF przy gębi ostrości innych formatów, lecz przede wszystkim jest wynikiem użycia niepowlekanych szkieł (które, dzięki odbijającym się promieniom światła wewnątrz, daje inną, wyższą "krzywą", mniejszy kontrast i tzw "lśnienie")
jak i również są wynikiem niepowtarzalnego sposobu podchodzenia (dosłownie) z kamerą LF do tematu.

Rudolf pisze...

(...)tzw. "lśnienie"(...)

lol :D