czwartek, 3 kwietnia 2008

Siła przyzwyczajeń... psuje fotki


Fotografując nie uciekniemy od techniki. Takie małe spostrzeżenie z dzisiejszego deszczowego ranka mi w głowie zostało.
Przez ostatni rok fotografowałem aparatem z wewnętrznym pomiarem światła skądinąd świetnym. Najczęściej na A, a właściwie to wyłącznie na A lub czasami M. W związku z tym nauczyłem się dokładnie jak mój pomiar mierzy światło i jakie korekcje w programie A muszę wprowadzać robiąc pod światło i w cienie. Obecnie robię aparatem bez pomiaru, mam światłomierz. I zaczęło się...

Pani z mopsem (wreszcie, pierwszy raz w życiu dowiaduję się co to pies-mops) w delikatnym deszczu wygląda fajnie. Stonowane trawniki, jeszcze nierozwinięte bluszcze, wszystko miło maślane.
- Mogę zrobić zdjęcie? - tak wprost, bez opowiastek.
- Tak. Proszę. - Zaskoczyła mnie tak bardzo, że zgłupiałem... Tak bez ale i po co?

Światłomierz na padające. Piesek wędruje na ręce. Mierzymy. Cofamy się. Kadrujemy. Czas, przysłona. I nagle świadomość, że za panią jest masa jasnego deszczowego nieba... więc z automatu zaczynam kręcić przysłoną otwierając oko obiektywu. Trzask. Poszło. Błysk w głowie. Zaraza, zaraz... ale ja zmierzyłem światło padające, po co więc wprowadziłem korekcję...? Czy Provia 400 wyciągnie 1 działkę... Uch.... Siła przyzwyczajeń.

2 komentarze:

21din pisze...

no brawo Iczek ;) , a tyle razy to walkowalem z Toba. Normalnie jak krew w piach :)

iczek pisze...

:):) ech, bo ja Ci zawsze w oczy patrze i potem zapominam co do mnie mówisz...21din :)