wtorek, 1 kwietnia 2008

Pozwolenie... twój błąd?


Mam pomysł.
Chce zrobić sesję w budynku mieszkalnym. Na dachu. Wejście na dach jest zamknięte, ale klucz ma mieszkaniec ostatniego piętra. Mówi, że wolałby abym miał zgodę administratora budynku.

Dzwonię...
Pada nieśmiertelne:
- A po co? Nie może Pan zrobić na chodniku pod blokiem?
Ręce opadają do ziemi, ale nic, staram się tłumaczyć, że to taki... i tutaj głoś więdnie mi w gardle, bo jak użyje słowa 'artystyczny pomysł', to już widzę za słuchawką ten uśmieszek politowania.
- No chciałbym aby to było coś nietypowego, taki pomysł mam - sam czuję słabość własnego argumentu i słyszę powątpiewający, acz logiczny wniosek:
- No to może na innym dachu, gdzieś niżej, bo ten nasz blok to ma z 11 pięter!
Rozmowa trwa, argumenty przeplatają się z ciekawskimi pytaniami, a kto, a z kim, a za ile to robię. Wreszcie Pan ustępuje i myśląc, że sprawa załatwiona "nadziewam się" na kolejną pikę:
- Musi Pan tylko (!!!) wystąpić o zgodę do zarządu wspólnoty, czyli mieszkańców. Jeśli oni się zgodzą to ja, jako administrator otworzę Panu te drzwi.
Ręce przebiły kostkę brukową i zagłębiają się w piachu. Bezsilność... Dzwonię...
- Jak to na dachu?! A jak Pan spadnie?? - argument godny troskliwej mamy, zresztą czuję, że rozmawiam z własną babcią (z tych, co to we wrześniu '39 mawiały do wnuków pilotów - tylko lataj nisko i wolno). Zapuszczam swoją płytę, wcześniej przegraną na administratorze. Dodaje kilka nowych aspektów w kwestii bezpieczeństwa. Jakoś opornie idzie. Może gdyby chodziło o nakarmienie kotów na klatce w liczbie 100, to Pani sama by pomogła.
- To jak, może Pani zadzwonić do administratora, że się zgadzacie jako mieszkańcy? - ostatnia deska ratunku rzucona przed własne nogi...
- Oj wie Pan, gdyby to tylko ode mnie zależało...
Odkładam słuchawkę (właściwie to naciskam czerwony symbol). Nadludzkim wysiłkiem dzwonię ponownie do administratora. Skłamać...?
- Wie Pan, ciężka sprawa. Trochę marudzą. To jak będzie? Flaszkę stawiam za otwarcie tych drzwi - nareszcie racjonalny argument w moich ustach.
- Eeee ... tak szczerze to ja nie mam tego klucza. Niech Pan idzie do gościa spod 20 i on otworzy. Co się Pan będzie pytał.

Sesja. Słonko. Dach. Pan spod 20 z nonszalancją barona rozwarł drzwi i zniknął. Ciepło.

Myśl na dziś:
- zbytnia praworządność prowadzi do wielu problemów.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ha! Też mam plan na sesję na dachu. Napisałeś dobry tekst szkoleniowy (po polsku - tutorial). Myśl na dziś, na jutro i na zawsze: fuck the system.

Pozdrawiam

Elwood

iczek pisze...

Powodzenia! :)

Anonimowy pisze...

ha! dobry tekst, łezka w oku się zakręciła, jak wspomniałem czasy kiedy z kumplami graliśmy w piłką na dachu naszego, dziesięciopiętrowego bloku. trzeba było tylko uważać na piorunochrony, żeby orła nie zaliczyć. na szczęście wtedy (kiedy byłem małolatem) oby dostać się na dach, wystarczył śrubokręt.

pozdrawiam z góry

rbit9n