środa, 9 kwietnia 2008

Plagiat.....?


Krótko:
- uważacie, że to plagiat...?


fot.: Piotr Porębski




*Wyjaśnienie: magazyn RollingStones jest starszy:
Issue Number: 816-817 (Double Issue)
Date: July 8-22 1999


16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Bez przesady. Inne spodnie, inaczej ulozone rece, poza. Myslac w ten sposob wszystko jest plagiatem wszystkiego.

Anonimowy pisze...

Idea ta sama, realizacja w Pani gorsza - plagiat? Zdecydowanie tak, zabrakło kreatywności i wyszło słabo...

negocjatorek pisze...

Plagiat? Trudne pytanie. A ty jak sądzisz? Moim zdaniem... no własnie. jak tu uznać czy autor tego drugiego zdjęcia wzorował się na pierwszym (kolejnośc obrazków odwrotna) ? Te zdjęcia mogły powstać równolegle jak to często bywa. Np. Tańce węgierskie Brahmsa powstały w tym samym czasie co kogośtam innego i wydawca Brahmsa zaskarżył tego drugiego (nazwisko mi wyleciało, ale ze mnie sklerotyk) ale Brahms powiedział, że on czerpał inspiracje z melodii ludowych węgier i że tamten gośc mógł napisać to samo. Więc może Ci oboje panowie wzorowali się na kimś jeszcze trzecim?

iczek pisze...

Wyjaśniłem w poście różnice czasowe. RS jest dużo starszy. Zapomniałem, że nie wszyscy przeglądają okładki RS :) Ja je znam po prostu.

Co ja uważam...

Również ostro główkuje gdzie w obecnych czasach jest granica plagiatu, a gdzie jedynie zapożyczenia. O ile to się w ogóle różni ?:)
W tym wypadku, niestety byłbym skłonny pójść w stronę idiotycznej kopii, czyli jednak plagiatu. Zarówno to, że jest to zdjęcie okładkowe znanego magazynu, to że jest to znana aktorka, to że jest identyczny kapelusz, to że obie są nago w bardzo podobnych pozach (zakrywanie piersi) oraz to, że jedyną różnicą jest fason spodni (trudno było producentowi sesji z Pani znaleźć takie wypasione spodnie jak ma Nicole) - a więc to wszystko przemawia za tym, że Porębski jednak zgodził się na to pod naciskami producentów sesji lub sam zbyt daleko zbliżył się do oryginału.

Istnieje szansa, ze w tym numerze jest jakieś wytłumaczenie tego faktu. Może redakcja specjalnie i z pełną świadomością zrobiła te kopie, ale wówczas musiałaby to jasno stwierdzić pod całą sesją aby nie było niedomówień. Takie praktyki są stosowane i nie ma w nich nic złego. Specjalnie dzisiaj obejrzę ten numer w kiosku. Ciekawe...
Reasumując: dla mnie to niestety podchodzi pod banalny i prymitywny dość plagiat.

Argumenty, że zdjęć z kobietami zakrywającymi sobie piersi są miliony jest nietrafiony, bo tu są konkretne przesłanki, o których wspomniałem.

Anonimowy pisze...

Wlasnie wczoraj rozmwialem na temat tego zdjecia ze znajomym.
Ja jestem typowym amatorem - on "siedzi" w swiatku fotografii mody.

Mowil, ze na pewnym forum zaczeto bic piane "jak to mozliwe, ze xxx popelnil plagiat dla Pani - przeciez to taki wybitny fotograf, pelen pomyslow etc... Wstyd!"
Na to odezwal sie na tym samym inny czlowiek, rowniez sprzedajacy swoje zdjecia dla gazet. Napisal, ze zdjecia dla gazet to inne realia. "Mowia Ci zrob zdjecie takie jak na okladce RS z Lipca 1999 i robisz je, albo robi to ktos inny"


Wniosek nasuwa sie prosty - albo zarabiasz, albo pozostajesz "artysta"

iczek pisze...

@anonimowy: nawet jeśli sie zarabia, to nie można tego robić na zasadzie plagiatu i zżynania :) To dwa różne tematy :)
Wiem jak pracuje się z producentami sesji i jakie warunki stawiają zleceniodawcy. Czasami fotograf traktowany jest jako narzędzie do naciśnięcia spustu. Ale nadal trzeba szanować pracę innych...
Tutaj coś mi niestety brzydko pachnie... :(

Anonimowy pisze...

Plagiat, czy nie plagiat, ale za tak fatalne zdjęcie Cieleckiej fotograf będzie się smażył w piekle.

EB

Anonimowy pisze...

oj Panowie, Panowie, a może to po prostu zabawa konwencją, żart, aluzja?

iczek pisze...

Dlatego też wspominałem o takiej możliwosci. Ale jakoś to nie wygląda na żart. Żartować trzeba umieć. Niemniej, nie przesądzam. Pewnie sie nie dowiemy, bo redakcja raczej nie czyta mojego bloga :):)

Anonimowy pisze...

Zabawa? Skąd u Was tyle pobłażliwości dla tępych fotografów - nawet włosy i kapelusz w tym samym kolorze, zero własnej inwencji. Plagiaty należy piętnować

Anonimowy pisze...

Po pierwsz nie włosy, bo to peruka, po drugie na litość Boga, przecież o to własnie w tym chodzi, żeby pewne elementy dwóch okładek "rozmawiały ze sobą". Upierajac się, że to jednak zabawa konwencją odnalazłam wypwiedź naczelnej "Pani" na ten temat: "Nie dajmy się zwariować, użytkownicy internetowi są niewyrobieni, ale dziennikarze owszem i doskonale powinni zdawać sobie sprawę z tego, że to tylko zabawa. Na świecie przyjęte jest, że w ciągu roku pojawia się nawet kilka okładek, w których punktem wyjścia jest np. Marylin Monroe. I nikt nie robi wokół tego afery. My się tylko bawimy, zresztą Magda widziała zdjęcia z Kidman i pomysł się jej bardzo spodobał."

iczek pisze...

Komentarz red. naczelnej jest żałosny! Sama jest niewyrobiona... Zabawa konwencją? Co to za bzdury!? Tutaj punktem wyjścia jest zerżnięcie pomysłu, a nie żadna Monroe. Niech ona sobie Monroe buźki nie wyciera...

iczek pisze...

Za "Plejada.pl":

...O komentarz poprosiliśmy specjalistę od prawa autorskiego, mecenasa Macieja Ślusarka z Kancelarii Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy.

- To bardzo ciekawy temat. Widziałem zdjęcia o których mowa i w moim przekonaniu jest to wyłącznie dozwolona inspiracja, ponieważ mówimy o wykorzystaniu "elementu niechronionego". Identyczny jest sam pomysł na zdjęcie, a pomysł jest elementem, który ochronie nie podlega. W takiej dyskusji należy rozpatrywać następujące prawa: prawa Nicole Kidman do wizerunku oraz prawa fotografa. Gdybym jednak był adwokatem fotografa sesji z Nicole Kidman a identycznych twórczych elementów byłoby sporo, mógłbym zastanowić się czy nie doszło do naruszenia prawa - ostrożnie ocenia mecenas...

kathleene pisze...

Jak dla mnie po prostu pastisz ;)

Anonimowy pisze...

I w ten sposób fotografowie wychodzą na matołów bez własnych pomysłów. A że Magdzie się podoba, to już tylko świadczy o jej małostkowości i próżności.

Anonimowy pisze...

Cieleckiej proszę tu nie mieszać. Primo: to nie ona decydowała o wyborze stylizacji, a gdyby próbowała, to właśnie byłby dowód na próżność. Secundo: to, że PODOBAłA jej się okładka z Kidman, nie oznacza, że stawia się obok niej. Ale to tylko na marginesie, bo przecież rozmawiamy o fotografii. A w tym kontekście Cielecka w tej historii może pełnić rolę co najwyżej pokrzywdzonej, bo zdjęcie niespecjalnie pokazuje jej urodę.