poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Jak nie pisać o fotografii...


Narażę się wielu. Wyklęty zostanę przez wielu. Zablokowane zostanie moje konto gdzieś tam, ale cóż... w imię dobra wspólnego...

Oto mamy tekst napisany przez uznanego, bądź co bądź, specjalistę w temacie. Dotyczy on oświetlenia studyjnego, a dokładnie "zakres przenoszenia kontrastu zdjęciowego".
Temat bardzo w studio przydatny i zrozumienie go naprawdę jest ważnym elementem świadomego okiełznania światła, którym dysponujemy. Jednak nic nie potrafi tak zniechęcić do czytania i dalej do wprowadzania w życie zawartych tez, niż źle użyty język jakim się posługuje autor.

Doceniam wiedzę i profesjonalizm Leonarda Karpiłowskiego - to autor, ale powinien on korzystać z redaktora, który mu ten jego język przełoży na polski, a co najmniej na język zrozumiały dla amatora, no bo jak mniemam te teksty skierowane są nie do profesjonalistów, którzy znają to na pamięć, ale właśnie do adeptów fotografowania. To jednak zmusić powinno autora do używania prostszego i normalnego języka...

Przykłady:

1. Pierwsze zdanie: "pracując na aparatach z nośnikiem cyfrowym" Przepraszam, ale co to za stwór..? Czy użycie słowa cyfrówka lub aparat cyfrowy to jakaś ujma? Czy tak jest bardziej profi? Panie Leonardzie!

2. Następna perełka: "uzyskanie wymaganego światłoczułością nośnika poziomu oświetlenia". To już nawet ja mam problem, a myślałem, że znam trochę nomenklaturę fotograficzną. Czyli styka nam światła tak...?

3. To też mi się podoba: "Od strony źródła światła mamy powierzchnie o większej luminancji niż po stronie przeciwnej". Luminacja za Wikipedią to: (światłość powierzchniowa) to liczba fotonów o energii E i przedziale energetycznym 0,1% \frac{\Delta E}{E}, emitowanych w ciągu jednej sekundy w jednostkowy kąt bryłowy, ze źródła o jednostkowej powierzchni. A po polsku, mamy silniejsze źródło światła z jednej mańki :)

4. Jak opisać low-key: "Otrzymany obraz ma ciemną gamę walorową z zachowaniem czytelności najważniejszych treściowo elementów kadru". W słowniku polskim nie istnieje słowo "walorowy", sprawdziłem. A o co chodziło autorowi łatwo się domyśleć, tylko po co ten język...?

To tylko wybrane, ale wystarczy. Reasumując:
Artykuł jest naprawdę potrzebny i wart przeczytania! Niestety forma i język są przerażającą mieszanką formalno-technicznych sformułowań oraz kompletnie nieudanych porównań słownych. Coś, co mogłoby być wspaniałym opisem tego, jak zbudować prawidłowe oświetlenie obiektów, przeistoczyło się w kompletnie nieczytelny (dla 90% osób zainteresowanych fotografią) slang. Rozumiany chyba już tylko przez autora.
Wielka szkoda! Mam prośbę do autora o więcej tekstów, bo Pana wiedza jest wielka, ale nie TAK!
Proszę to opowiedzieć komuś i niech ktoś to za Pana napisze...
Błagam, bo naprawdę wiele mogę się nauczyć.
Ja i inni.


4 komentarze:

guerilla pisze...

*kontrast oświetleniowy* też zalatuje straszną nowomową. masz racje , poza jedną rzeczą - czy ten artykuł jest tak przydatny i istotny. mierzyć kontrast światłomierzem ?
po co ? po to właśnie jest cyfra, żeby nie mierzyć kontrastu między innymi.. (zresztą, wydaj mi się ,że raczej mało, mało kto robi takie głupoty jak pomiar kontrastu oświetlenia w lumenach na metr kwadratowy..)

witek pisze...

zgadzam się -- generalnie -- bo walorów będę bronić do upadłego, używa się tego wszędzie w sztukach wizualnych a najczęściej w b&w (grafika, szkic..).

Każdą część obrazu możemy określić za pomocą koloru (wiadomo) i waloru (jako przestrzeni między czernią a bielą).

==

twrd głw

iczek pisze...

Patrz Witek! A ja prymityw, uważałem, że przestrzeń między czernią a bielą to co najwyżej skala szarości... ?!:)
Ech... uczyć się trza całe życie :)

witek pisze...

Tu właśnie dotykamy sedna problemu:
precyzyjności określeń.

Źle napisałem,
myślałem o punktach w przestrzeni m. czernią a bielą (punktach w skali szarości :)), bo to są walory a poszedłem na skróty myślowe i wyszło co wyszło.

Być może takich właśnie nieporozumień chciał uniknąć autor artykułu, więc użył języka wykluczającego niedomówienie?