poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Chleba naszego powszedniego...


...daj nam dzisiaj...

Nie chcąc zostać posądzonym o bluźnierstwo i przez słuchaczy Jedynego Słusznego Radia wyklęty w imię .... i ... i ....., chcę od razu wyjaśnić, że tytuł wpisu jest grubymi nićmi szytą analogią do tego, czym w moim życiu jest fotografia.
No wiec już wprost... fotografia to Moja Religia.
To ona daje mi chleb mój powszedni uosobiony w postaci robienia zdjęć, organizowania sesji i pożyczania tylnych ścianek, bo sam mam jedną :) Nierozerwalnie Moja Religia wiąże się ze spotykaniem ludzi. Mijaniem ich na spotkaniach, nagabywaniem o zdjęcie (portret uliczny), a czasami współpracowaniem z nimi w ramach sesji. To ostatnie jest mi coraz bliższe i po krótkich nawróceniach się ku plenerom i rozciapcianej wodzie (jak widać to w lewym górnym rogu tej strony), zawsze niezmiennie powracam do ludzi. Do portretu. Do fashion. Do ulicznych zaczepień: "Czy mogę zrobić Panu zdjęcie?".

...i odpuść nam nasze winy...

Więc wracam. Robię sesję. Zaangażowanie sięgnie ze 30 osób. Dwa lub trzy dni zdjęć i masa problemów logistycznych. Począwszy od światła, jego temperatury barwowej (nie pracuje cyfra więc trza wiedzieć ile Kelvinów ma jupiter), a skończywszy na zgraniu wszystkich ludzi i utrzymaniu tego towarzystwa przez parę godzin w jako takim stanie skupienia. Ciężko...
Ale właśnie ten ciężar sprawia, że nakręcam się. Że mózg wkręca się w obroty, dzięki którym całość udaj się ogarnąć. Po amatorsku, samemu... bo ja nie mam sztabu ludzi. Ja mam kolegę, który mi blendę potrzyma i mam telefon.

... i nie wódź nas na pokuszenie...

Nie wódź nas na pokuszenie bezmyślności. Bo w tym chyba tkwi siła pasji i wprost religijnego oddania fotografii, że powinniśmy mieć świadomość tego, co robimy. Że każdy kadr i klapnięcie migawki powinny być wynikiem zachodzącej w nas rewolucji umysłowej. Naprawdę warto myśleć robiąc zdjęcia. Bo jak każda religia, tak i ta wymaga odrobiny zastanowienia się nad jej sensem. Po co robisz te zdjęcia? Dlaczego marnujesz czas i pieniądze na fotografię i dlaczego do jasnej cholery czasami przedkładasz ją nad żonę, dziecko i wszytko inne. Nie warto klepać tysiąca fotek dziennie, bo tyle wejdzie na kartę CF. Nie warto.

...ale nas zabaw ode złego.

Czyli po prostu zbaw nas od nierobienia zdjęć i uznania, że umiemy robić zdjęcia. Bo jak już sobie raz tak pomyślisz. Że jaki to ja jestem lepszy od innych, i że jaki to ja jestem już Fotograf, toś przegrał. To już możesz darować sobie dalsze fotografowanie. To już się do czyśćca nadajesz... A czyściec w fotografii to olaboga!! Najbardziej znanym jest czytanie i oglądanie zdjęć na forach dyskusyjnych... kara boska... i trzeba zawsze napisać, że ładne zdjęcie, chociaż nie wiem jak byłoby bezsensowne właśnie i pozbawione religii w autorze. Mam wrażenie, jak siedzę w czyśćcu, że tam sami fotograficzni ateiści. Bez pasji... Można zrobić złe zdjęcie. Jestem tego najlepszym przykładem, ale żeby w tym chociaż jakiś zamysł był...
Modlę się więc fotograficznie za Was...


PS
Potwornie dziś monumentalnie i patetycznie. Cóż... potrzeba taka była :)


7 komentarzy:

witek pisze...

no to ja na ziemię sprowadzę:

ale ten flexarecik piękny jednak jest

:D :D :D
==

twardogłowy

Anonimowy pisze...

Patos, czysty patos. "Żeby w tym chociaż jakiś zamysł był..." :)

Jarek pisze...

Oj Dariuszu, Dariuszu. Beda sie walic wagony, oj beda ;-)

iczek pisze...

Nu, ale przeca Patos to własnie brak zamysłu... :) Czyli udało sie... :)

Pawel Kosicki pisze...

Bardzo ładna, przemyślana modlitwa ...

Janis pisze...

Bardzo podoba mi się blog, sposób jego prowadzenia, myśli autora... a wracając do meritum treści, wcale nie stronisz od kontrowersyjnych (dla niektórych osób), szczerych wypowiedzi na forum, wykładając całą prawdę ;)

iczek pisze...

Janis, dziękuje i zapraszam do częstych wizyt ...:)