sobota, 29 marca 2008

Kwartalnik... filozoficzny


Każdy z Was na studiach (czasami już w liceum) spotkał się ze zjawiskiem "grupowego filozofa". Wiecie... taki, co to nosi apaszkę lub melonik i wysławia się jakbyś go wyjął z XIX-wiecznej powieści. U mnie to był Krzysztof. Mi akurat imponował, bo miał własny świat, który nijak nie przystawał do realiów, ale był egzotyczny i potrafił kusić. Takim "Krzysztofem" wśród pism fotograficznych jest dla mnie kwartalnik "Fotografia".

Muszę się przyznać, że kwartalnik Fotografia był tą pozycją w Empiku, którą dotychczas brałem i przeglądałem na miejscu, bez większego wnikania w bryły tekstów atakujące mnie na większości stron. Myślałem w duchu, że to jakaś pomyłka, aby pismo poświęcone fotografii było w większości wypełnione zapisana gęsto czcionką.
Dzisiaj jednak przełamałem się i kupiłem ostatni numer kwartalnika.
Przeczytałem.

Nie należę do osób, które wnikają nazbyt głęboko w psychologiczny aspekt życia. Nie szukam też usilnego wyjaśniania głębi zdjęć, które przedstawiają drzewo, nagą babę lub but w oknie. Po prostu przyswajam ten widok i tyle.

Nie umiem więc zrozumieć jak można pisać dwie szpalty tekstu o pomyśle sfotografowania plastykowych torebek ze zdjęciami ludzi włożonymi w środek, którzy to ludzie na fotografiach niosą takież same torebki (Kontr-reklamówki Agnieszki Krupieńczyk). Nie neguje pomysłu, który jest dość wymyślny i ciekawy, ale żeby pisać o ideologii tych zdjęć (tego cyklu) językiem jakiejś pogmatwanej filozofii fotografii, to już dla mnie za wiele. Na siłę straszliwie. Czuję się jakby ktoś zmusił autora do wypełnienia brakującego miejsca tekstem.

Z kolei, po przebrnięciu materiału "Szachownicowa logika fotografii" zaczynam wierzyć, że można napisać tekst o wszystkim i odnieść to do czegokolwiek. W tym wymienionym, autor udowadnia mi językiem tylko sobie znanym, że szachownica to "ambiwalencja negatywowo-pozytywowa". Tylko o co chodzi?! Po co?! Wiem, wiem... nie kumam, za tępy jestem.

Przykład trzeci, str. 82, autorka tekstu "Pejzaże ze snów"- Elżbieta Łubowicz - oświeca mnie swoją interpretacja fotografii Reiko Imoto. I czytam przez dwie strony analizę rozmazanych fotek i dowiaduje się, że "oglądając je, czujemy się wciągnięci w ich ruchliwą przestrzeń(...)".
Ja czuję jedynie kolejną naciąganą teorię do kiepskich fotografii.


Nie chce dokonywać jakiejś głębokiej analizy wszystkich tekstów. Chce tylko powiedzieć, wyrazić swoją opinię, że to pismo jest ZA CIĘŻKIE !

Że promocja fotografii w Polsce nie może iść ta drogą.
Że nie można pisać tekstów o fotografii językiem naukowym, który obowiązuje już tylko chyba w nielicznych Polskich uczelniach.
Że tak straszy się ludzi, którzy mogliby zainteresować się głębiej fotografią, ale jak to przeczytają to odłożą kwartalnik i go nie wezmą drugi raz. Daj Boże żeby aparatu nie odłożyli...:)
Że żal mi zapału Twórców.

A na koniec chce podkreślić, że ja akurat to zaprenumeruje, ale raczej z powodów szczupłości innych pism, niż z przekonania.

Nie tędy droga Panowie.
Choć chwała za próby. Nie mówię, że ma powstać kolejne pismo jak robić fotkę cyfra, ale można trochę lżej, trochę ciekawiej. Trochę z dystansem.
A Wy walicie kamloty fotografii pod nogi wybrańców, którzy filozofują całe życie, a fotki nie zrobili.

2 komentarze:

kg pisze...

Czytując "Fotografię" mam bardzo podobne odczucia. Choć czasem można trafić na przyjemniejszy w odbiorze tekst.

iczek pisze...

W tym numerze są takie dwa: pierwszy to proste i wspaniale zarazem zdjęcia Evy Rubinstein (na szczęście nie okraszone jakaś wielką analizą), a drugi to rozmowa z kolekcjonerem polskiej fotografii.