piątek, 29 lutego 2008

29 lutego polecane... Vladimir Buzan

fot.: Vladimir Bazan

Raz na 4 lata, 29 lutego zdarzy mi się polecić stronę fotografa :)
Tym razem, odwiedzając jeden z moich codziennych internetowych przystanków ArtLimited, znalazłem takie oto portfolio Vladimir'a Bazan z Białorusi. Szybkie googlnięcie przekierowało mnie na stronę autora, która chociaż siermiężna pokazuje kunszt reporterski Vladimir'a. Kolejne zdjęcia na serwisie
PhotoDom.com, który jest bardzo dobrym źródłem rewelacyjnych zdjęć naszych przyjaciół ze Wschodu Europy.

Naprawdę warto! Smaczki niesamowite.

czwartek, 28 lutego 2008

Jak sędziowano w POYi....


Jak?

Oto relacja Brad'a Mangin, zaproszonego w tym roku do uczestnictwa w jury . Dla niewtajemniczonych podam jedynie, że jest to doskonały fotograf sportowy. Materiał opublikowana w moim ulubionym serwisie dotyczącym zdjęć sportowych SportsShooter.com

Polecam!

Niech ten cytat Was zachęci. Nie tłumaczę:

" Needless to say we all had different opinions as we looked at 18,000 pictures over the six days of judging. This was both educational and frustrating as Hell. This is also how life is everywhere in our business- from the classroom to the newsroom. However, it is during the judging of a contest like POYi that such different opinions can be fun, frustrating and scary as our decisions will quickly leak outside of Gannett Hall and make people happy and sad. Our decisions will help photographers get raises and new jobs. Our decisions might keep photographers from getting laid off." Brad Mangin

wtorek, 26 lutego 2008

Wojenko, wojenko cóżeś Ty...


...za Pani, że za Tobą idą, że za Tobą idą fotografowie malowani ?!


Śmieszne? Wcale nie.
Jak patrze na kolejne wyniki PoYI (News Spot) to okazuje się, że na świecie w zeszłym roku nie działo sie w newsach nic innego jak tylko wojna, masakra, urwane głowy i ręce, krwawiące dzieci i matki rozpaczające (wszystkie 5 nagród to wojna!)

Czy słowo NEWS w fotografii MUSI oznaczać śmierć i wojnę?
Czy do jasnej cholery, wszelkie nagrody muszą dostawać zdjęcia i fotografowie, którzy czują się już jak żołnierze i tylko czyhają aż gdzieś znowu padnie pierwszy strzał i będzie można sfocić kolejną matkę i kolejna urwaną nogę?

Odpowiedź:
Tak. Po stokroć tak.

Właśnie tak wygląda współczesna fotografia prasowa i, o dziwo(!!!), niczym nie różni się od fotografii z początku poprzedniego wieku. Również wówczas, w czasach Capy i Rodgera, Scherschela uczestnictwo w wojnie, na pierwszej linii frontu było przepustką do świata najlepszych fotografów prasowych.

Czemu więc się dziwie...?

"Filozofia to dziwienie się światem", a jak mawiał Fiodor Dostojewski: "nie dziwienie się niczemu to oznaka głupoty, a nie mądrości".
Więc i ja, fotograf amator z zakusami na uczynienie z fotografii centrum swojego życia i świata, dziwię się, że co rok pokazywanie wojny jest nagradzana na wszystkich chyba konkursach fotografii prasowej. Okazuje się bowiem, że urwana noga i krwawiące, jeszcze ciepłe zwłoki (w każdej odmianie) są lepsza od czegokolwiek innego. Pięknie... :(

Rozgoryczanie mi się uszami wylewa, bo sprowadzenia fotografii prasowej do rejestracji kolejnej wojny już mi sie przejada. Czytając właśnie pożyczona książkę John G. Morris "Zdobyć zdjęcie" utwierdzam się jedynie w mojej opinii.

Ech... może tak bardziej ku reportażowi społecznemu, zaangażowanemu. Takiemu, który pokaże może też cierpienie, ale z jakimś przesłaniem, jakimś morałem. Bo co mi z kolejnych widoczków wojennych. Zmieniają się tylko mundury (chociaż o dziwo i te są zazwyczaj amerykańskie) i krajobrazy.

Świat dziwaczeje. Fotografia razem z nim.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Klasyczna Strona Mocy...


Czy zastanawialiście się kiedyś jak bardzo Waszą fotografię warunkuje sprzęt?

Są miliony artykułów i opinii na temat 'cyfryzacji' fotografii i jej wpływu na upowszechnienie fotografii jako medium w XXI wieku. Są setki analiz, co komu i w jakiej jakości jest potrzebne do robienia zdjęć. Są wreszcie automaty na stronach WWW, gdzie możemy wybrać dla siebie aparat podając jedynie rozmiar kołnierzyka i drugie imię matki lub jej nazwisko panieńskie.

A ja chciałbym podziękować w tym miejscu opatrzności (lub innemu medium poza realnemu), dzięki któremu urodziłem sie w "czasach PRL" (lata '70), i dzięki której to okoliczności losowej dane mi było przejść całą drogę rozwoju fotografa.

Ujmując temat w telegraficznym skrócie (czyli: "MTV Clip Style") droga owa wyglądała tak:

DRUH (taty) >> Smiena (brata) >> Zenit (wujka marynarza) >> Canon 50E (pierwszy zakup AF, giełda Stodoła) >> Nikon F90x (pierwszy Nikon, Stodoła) >> Contax RX >> Nikon FM2 (klasyk) >> Nikon F4 (zwięczenie marzeń, Stodoła) >> Bessa R (pierwszy dalmierz) >> Leica M6 TTL (orgazm sprzętowy) >> Hasselblad 500C (drugi w życiu średniak po Druh) >> EOS 10D (pierwsza cyfra) >> EOS 1dMkII (pierwszy profi cyfra) >> Nikon D2H >> Mamiya 6 (pierwszy średni dalmierz) >> Rollei 6008i

Być może pominąłem jakieś epizody w stylu Nikon F801, ale tak by to wyglądało.

I jaki z tego morał?

Ano taki, że wpisuje sie (w mojej subiektywnej ocenie) w pewien standard rozwoju fotograficznego, jako osoby. Nazwijmy ten rodzaj osoby:
"fotograf wtórnie poszukujący".
Wielu z moich przyjaciół przeszło dokładnie te samą drogę. Od nauki o dwóch podstawowych zależnościach w fotografii: świetle i czasie (okazuje się , że dzisiejsi adepci fotografii nie rozumieją jak działa ta zależność) do zachłyśnięcia się szybkim i łatwym światem cyfry i nazad - do cenienie każdej klatki i do szanowania czasu, który ustawiam w aparacie, i który pożytkuje na twórczość.

Ta droga zazwyczaj prowadzi nas w efekcie ku średniemu i wielkiemu formatowi. W poszukiwaniu jakości i sterylności. W poszukiwaniu
szacunku. Tak, to chyba dobre słowo. Szacunku dla kadru, motywu, obiektu, modela... dla samego siebie.

Są wśród Was tacy, którzy przechodzą też taką drogę? A może gdzieś sie zatrzymaliście? Dlaczego? Z powodów ekonomicznych? Te są zawsze mi powtarzane przez kolegów, którzy nie rozumieją, jak mogąc mieć za darmo tysiąc zdjęć na jednej karcie CF, ja wybieram film na 12 klatek za 25zł rolka. Plus wołanie po 17zł rolka. Plus skanowanie po 8zł klatka.

No cóż, jestem jak widać po Klasycznej Stronie Mocy...

niedziela, 24 lutego 2008

Myślę więc... kadruje


Hestia >> Bar Przystań >> Hestia

To nie trasa autobusowa w Gdańsku. To mój weekendowy szlak plażowych spacerów z Młodym. Zaczynamy przy budynku/siedzibie Hestii w Sopocie, idąc plażą dochodzimy do Baru Przystań, pijemy ciepłą herbatkę i powrót tą sama trasą. Dziś Młody zażyczył sobie jeszcze ciastko. Po drodze karmienie łabędzi i włażenie do wody; szczególnie zimą jest to idiotyczne dla 3-latka, ale cóż... tradycja. Buty wodoodporne. Niech łazi.

Niemniej najbardziej nie mogę sie nadziwić sobie, bo chodzę tamtędy od urodzenia, a za każdym razem patrzę na ten kawałek plaży gotowymi kadrami. Zresztą tę przypadłość mam generalnie głęboko w czaszce, niemniej ten rejon jakoś najmocniej każe mojej głowie łapać w kwadrat obrazy.
I choć nie biorę aparatu, by nie tracić cennych minut z Młodym, to za każdym razem wynoszę gotowe kompozycję złożone z tych samych przecież obrazków. Ta plaża nie zmieniła się od 30 lat. No prawie... :)

Czy Wy też tak macie....?

Czy fotograf patrzy kadrami nawet na poranną kawę w świetle ostrego wschodzącego słońca wpadającego przez brudną szybę i ocierającego się o blat kuchenny, jakby nabierając poślizgu by uderzyć w krawędź kubka....? No właśnie... gotowy kadr. Ta mgiełka pary, blat, poplamiony nóż od masła, okruszki tosta...

Jakiś obłęd...

sobota, 23 lutego 2008

Fotograf Roku PoYI... ręka

fot.: Stephen M. Katz "The Virginian-Pilot"

"Naturalne sposoby leczenie ręki ziołami przez rodziców nie zdały egzaminu. Nawracające zakażenia zmusiły lekarzy do amputacji reki chłopca z Nigerii, którego zraniło upadające drzewo."

Pierwsza nagroda w kategorii Newspaper Photographer of The Year w konkursie PoYI.

Myślałem, że nie poruszają mnie już zdjęcia zbyt wprost i zbyt oczywiste. Że lubię domyślać sie głębi.
No i muszę się sam ze sobą przeprosić, bo to zdjęcie jest idealnie wprost "napisane" kadrem.
Brak ręki - jest ręka. Ręka staje się tematem z dna, tematem w drugim planie i tematem pierwszego planu.
Świetny moment. I te oczy.

Naprawdę niezła fota.

PS
Nie pomylcie nazwiska fotografa ze znanym reżyserem ... !!:) Noszą te same imiona (zarówno pierwsze, jak i drugie) i to samo nazwisko. Zreszta Katz'ów w Stanach dużo... :)

piątek, 22 lutego 2008

Jeszcze o WPP - Gudzowaty...

"Yoga performers", fot. Tomasz Gudzowaty i Judit Berekai

Cichną pomału echa wyników tegorocznego WPP. Dyskusje, które przetoczyły się przez odwiedzane przeze mnie fora i blogi były naprawdę bardzo ciekawe. Również te, dotyczące polskich akcentów: Milacha i Gudzowatego.

Pozwolę sobie ostatnim rzutem na taśmę przypomnieć materiał o Gudzowatym i jego sukcesach, jaki ukazał sie w "Polityce" w maju 2006 roku. Dla jednych plotkarski, dla innych ciekawy backup dla życia fotograficznego Gudzowatego.

Tak czy siak, warto przeczytać chociażby z powodów czysto socjologicznych, jak widać bowiem za każdym z nas ciągnie się jakiś drugi plan. Dyskusja na temat Gudzowatego trwa również na forum Canona. Ciut skręca w kierunku zbyt ogólnym, ale warto przejrzeć.

Black&White - to robi różnicę...

fot.: Sam Jones, TIME Magazine (Vol. 171 No. 9, US Edition)

Na kanwie opublikowanej właśnie w TIME sesji z George Clooney - chciałbym zwrócić waszą uwagę na fakt, że fotografie BW robią jednak różnicę :)

Oglądnijcie te 9 fotografii i powiedzcie mi, że nie mam racji mówiąc, że dobre zdjęcia zaczynają sie wraz z pierwszą fotką Georg'a w czarno-bieli (nr 5)...?! Te pierwsze, kolorowe to takie 'stockowe cukereczky'.

TIME - kiedyś magazyn, który kreował trendy w fotografii, dzięki któremu mogliśmy poznać życie i Czasy takimi jakimi widzieli je świetni fotografowie.
Ludzie TIME'a byli pokazani wspaniale, sesje z wybranymi bohaterami były przemyślane, wykwintne, wysublimowane (nie obawiajmy się używać dziwnych słów).

Sesję robił niezły (nawet świetny) fotograf tzw. celebrities - Sam Jones.
Szkoda, że dał sie uwieść kolorowi w tej sesji, bo tak całość byłaby świetna.
Na jego stronie znajdziecie wiele niesamowitych stylizacji gwiazd... umie sie gość bawić i oni umieją.
Niemniej za każdym razem mam wrażenie, że czarno-białe zdjęcia Nicholsona przed swoim domem będą zawsze lepsze od kolorowej papki.

Ech... TMax leży w lodówce, czeka... na Jack'a :)

Które wybrać...?


Z okazji pierwszej wizyty Młodego w przedszkolu zrobiłem trzy zdjęcia. Tego samego dnia, w trzech innych miejscach. Użyłem dwóch innych filmów, miałem to samo szkło. Które się Wam podoba najbardziej?

I może dlaczego... ja mam swój typ. Ciekawy jestem czy zbieżny z Waszym...?
Wasz wybór będzie wydrukowany w formacie 40x40 i powieszony w pokoju Młodego. A co! Niech ma :)

Będę wdzięczny za każdy głos...

czwartek, 21 lutego 2008

Zdjęcie Prasowe Roku... by iczek

fot: Charles Eckert/Polaris/Fotolink (skan z Przekrój nr 8/3270)

No właśnie...
Początek roku to zwyczajowo okres ogłaszania wyników konkursów na fotografię prasową i wszelaką inną. Przewalając obowiązkową tonę prasy dzisiejszego ranka postanowiłem przyznać swoją nagrodę. Ale nie za zeszły rok. Tylko za ten :)

Jest luty, a ja już ogłaszam, że tegorocznym zdjęciem prasowym roku zostaje zdjęcie, które zrobił Charles Eckert, a ukazało się w dzisiejszym Przekroju (powyżej).

Tekst traktuje o mafii i po prostu szczęka mi opadła kiedy zobaczyłem to zdjęcie. Jest w nim WSZYSTKO co POWINNO być w fotografii prasowej. Jest temat, jest powaga, jest humor i jest chwila. To zdjęcie spełnione, kompletne. Uczta dla oka.

Od 4 lat codziennie przewalam, niejako z obowiązku, wszystkie wydawnictwa i gazety krajowe i mogę spokojnie stwierdzić, że do końca 2008 roku nie ukaże się w naszej prasie lepsze zdjęcie.
W dodatku już wiem, ze tego typu zdjęcie, choć doskonałe, nie zdobędzie nigdy i nigdzie żadnej nagrody w żadnym ogólnoświatowym konkursie. Bo takich zdjęć nie widzą Ci jurorzy, którzy rozkoszują sie kolejnymi urwanymi głowami i krwawymi szczątkami rozbryzganymi na afgańskim rynku, czy bagdadzkim chodniku. Chciałbym sie mylić....

PS
W dolnym rogu widać miniaturkę zdjęcia wykonanego przez fotografa Agencji Magnum - Ferdinando Scianna (tez świetne zdjęcia w jego folio).


Jaki aparat kupić....?


Jak widzę takie pytania na forach dyskusyjnych to szybko uciekam :) Tym razem jednak gnany tkwiącym we mnie wykształceniem kierunkowym oraz prostą zwykłą ojcowską ambicją, muszę zadać Wam takie pytanie; licząc na pomoc.

Jaki aparat kupić mojemu 3-letniemu synowi?

Wariactwo myślicie? Przerost ambicji tatusia?
No cóż... może...

Jednak, mając za sobą trochę teorii z rozwoju człowieka i socjalizacji dzieci, tak sobie myślę, że Młody już zupełnie spokojnie powinien dać sobie radę w fotografią. Dziecinną, idiotyczną, bezsensowną i po prostu niedorzeczną. Zawsze jednak to fotografia.

Więc co mu kupić? Cyfrę, to wiadomo, bo na filmach bym zbankrutował, a przede wszystkim 3-latek musi od razu widzieć efekty swoich prac. Musi być prosta i szybka w miarę, bo Młody szybciej odciąga aparat od oka, niż strzeli migawka w gównianej cyfrze domowej. Z drugiej strony drogie to być nie może, bo średnia długość życia zabawek to mniej więcej 3-4 tygodnie (wliczając dwu-, trzykrotne klejenie).

Jeśli macie pomysł, czekam.

środa, 20 lutego 2008

Recenzji wieczór.... Dederko


Być może słowo recenzja nie oddaje tego o czym przeczytacie. To zaledwie kilkanaście zdań na temat książki, którą kupiłem jakiś czas temu, i której pierwowzór urósł wśród fotografów do rangi prawie biblii.

Dederko "Światło i cień w fotografii" pod redakcja Cezarego Dybowskiego (dla wielu znanego z pl.rec.foto jako 'Czarek') to wydawnictwo, które ma w swym założeniu udostępnić czytelnikowi wiedzę z zakresu światła w fotografii wypracowaną i opracowaną przez Witolda Dederko, a poprawianą i uaktualniana przez jego synów.

Zapewne moje podejście do tej książki jak i złe ukierunkowane oczekiwania sprawiły, ze po jej przeczytaniu jestem całkowicie rozczarowany i naprawdę niemile zaskoczony tym wydawnictwem, jako całością, a stroną redakcyjna jestem zażenowany w XXI wieku.

Dlaczego?

Książka mogłaby być potrzebna fotografującemu człowiekowi, ale nie w takiej formie! Niestety w obecnych czasach tego typu wydawnictwa służą jedynie purystom fotograficznym , którzy być może lubują sie w zawiłych meandrach wzorów fizycznych opisujących kąty padania światła i rozszczepienie tegoż. Nie jest jednak ona dla ludzi.
Dla fotografa, który chce poznać podstawy oświetlenia i generalne zasady oświetlenia jest to podręcznik bardzo nieczytelny i bardzo techniczny. Za bardzo!
Za bardzo aby zainteresować szerszą grupę amatorów i za bardzo aby atrakcyjnie podać, skądinąd ważne, informacje. Zdecydowanie winy szukałbym po stronie redakcyjnej.

Książka bowiem zawiera tony ważnych informacji (jeśli już ktoś chce znać te wzory i kąty) i są one dość logicznie pookładane, ale ich przedstawienie w formie proponowanej przez redaktorów jest archaizmem do potęgi entej. Wykresy, diagramy strzałkowe i kąty odbicia sa przedstawione tak technicznie, ze mimowolnie omijamy te strony, bo podanie nawet najlepszej ryby na brzydkim talerzu psuje przyjemność jedzenia.

Rozdział "Nazewnictwo i systematyka oświetlenia", który moim zdaniem stanowi trzon całej książki jest podany w takiej formie, ze ilość skrótów nazw oświetlenia już dawno nie używanych w ŻADNYM studio czy przez nikogo na świecie, przytłacza cala ważką merytoryczną stronę rozdziału. Przykre.

"Tablica oświetleń podstawowych" - rozdział omawia metody oświetlenia rożnych tematów fotografa: przyroda, architektura, portret itp.... obył sie bez jednego zdjęcia?!
Czytamy, czytamy, czytamy... tekst w bryle opisujący jak wygląda światło na łące (!?). Nie uwierzyłbym, że można tak skopać temat gdybym nie zapłacił za te książkę :)
Jedno, dwa, trzy zdjęcia zamykają temat.

Umiejętne streszczenie i wyłapania najważniejszych aspektów załatwiłoby temat, który jest rozpisany na kilka strona dla każdego typu fotografii. No cóż tutaj można by docenić pracę redaktora wydania, ale widać redaktor nie pracował...

Najbardziej śmieszy mnie opis światła w fotografii przyrodniczej. Nie bede nawet cytowal... to trzeba przeczytać. Żenujące.

Rozumiem, że język miał może nawiązywać do języka seniora rodu, ale by jakikolwiek młody człowiek sięgnął po taką lekturę trzeba umieć go przyciągnąć. Zakładam bowiem, że podstawy fotografii są przeznaczone generalnie dla adeptów.

Już nawet nie będę sie rozpisywał o zdjęciach dołączonych jako suplement na końcu książki, bo uważam, ze nawet na potrzeby tylko ilustracyjne można pokusić sie o zdjęcia wysokiej wartości artystycznej. To, co zaserwowali autorzy to jakaś PRL'owska mieszanka zdjęć z imienin cioci i pseudo plenerów.

Bardzo żałuje, ze z bogatej wiedzy rodziny Dederków udaje sie od lat (patrząc na poprzednie edycje) wycisnąć tak marnej jakości wydawnictwo.

Być może (a może i na pewno) powodem tego jest aspekt ekonomiczny. Tego typu wiedza i takie podręczniki są promilem poszukiwanych przez klienta wydawnictw, ale kolejne wydanie w takiej formie jedynie po raz kolejny zmarnuje szanse na ciekawsze pokazanie technicznej strony fotografii i głównego technicznego aspektu fotografowania, jakim jest zrozumienie światła.


Reasumując: książka bardzo potrzebna w dobie powierzchownym poradników wypełnionych stockowymi fotkami, ale niestety i taką ścisła wiedzę można i NALEŻY podać zjadliwie. Dbając o utrzymanie chociaż minimalnej dozy zaciekawienia wśród czytelnika, bo nic tak nie zniechęca jak 30 stron zlanego akapitowego tekstu o fotografii.

wtorek, 19 lutego 2008

Bezsilna niemoc...

38,9 - co to za liczba?
To jest temperatura, jaka dla dorosłego człowieka może być śmiertelnie niebezpieczna, a dla 3-latka jest normalnym objawem trawiącej organizm choroby.

3-latki nie maja temperatury średniej i stany podgorączkowe miewają niebywale rzadko. U nich, jak już coś jest nie halo z organizmem, to od razu wali ich taka gorączka, że w nocy nie mają siły dojść do łóżka rodziców tak ich telepie.

Młody o 3 rano "wezwał" mnie cichutkim jęczeniem. Jedno spojrzenie na nieudolne próby utrzymania się na nogach Młodego po wstaniu z łóżka i już wiedziałem, ze pierwszy telefon rano będzie do roboty, że nie przyjdę. Takoż się stało. 39stopni. Czoło jak rozgrzana blacha, płytki oddech i szpryca Nurofenu wylądowała w buzi Młodego. Godzina cierpienia i nagle... czoło zimniejsze, raczki spokojnie opadają na mojej głowie, smyranie po włosach i sen. Buzia otwarta, szukanie powietrza nawet przez sen. 6 godzin spokoju.

Zapowiedziałem Lepszej Połowie, że następna choroba Młodego - beze mnie! Nie mam na to siły. Jak widzę te niewytłumaczalne dziecku cierpienia spowodowane zwykłą gorączką, to mnie tak skręca, że bym rękę sobie odjął byle tylko był zdrowy do 18 roku życia. Bo jak dzieciakowi wyjaśnić dlaczego nie może ustać na nogach i dlaczego pomimo godzinnych prób nie może zasnąć. No jak...?

Ech. Lekarka mówi: "Wirus, "trzydniówka" Was czeka".

Chrzanię trzydniówki! Chrzanię choróbska. Następnym razem wyjeżdżam. Za "miętki" na to jestem...:(

Tylko, że On w czasie choroby chce być właśnie ze mną. "Tata - chodź...."

poniedziałek, 18 lutego 2008

Smaczek... oj kąsek wspaniały!

fot: Dawoud Bey

Ale smaczek wygrzebałem w sieci.. oj jojoj...! Koniecznie moi drodzy!!

"Ważne" zadania służbowe na bok, świeża kawka koło klawiatury (samoróbka mielona!) i proszę się ciut skupić. Oglądajcie, patrzcie i podziwiajcie.
Foto-smaczki jak ptasie mleczko (wedlowskie!) czy jak nie przymierzając ciągnący karmel zawinięty prosto z patelni na łyżkę stołową, jeszcze parzący w język.

Dawoud Bey

Och... dla takich fotek warto narazić się na OPR szefa czy wyrzuty żony, że dziecko zaniedbane wyszło samo na balkon i wisi przez barierkę...



Lutowymi roztopami polecane...

fot: Gérard Laurenceau

Tak na początek nowego tygodnia, postanowiłem Was i siebie trochę wyciszyć. Nic tak nie nadaje sie do tego zadania, jak spokojna i wysublimowana (co za słowo!) fotografia BW. Więc trzeba sięgnąć po mojego guru kompozycji i techniki BW - Gérard Laurenceau.

Czy warto pisać w tymi miejscu cokolwiek więcej. Czy można komentować te zdjęcia i probować opisać co robi autor? Nie ma sensu. Pozostawiam Was z tymi małymi dziełami.

niedziela, 17 lutego 2008

Polska "fashion" fotografia...?


A jednak okazuje się, że można. Deficyt nowych, zdolnych, ale co najgorsza mało pomysłowych twórców fotografii "fashion" na rodzimym rynku jest największa bolączka dla całego biznesu modowego w Polsce. To się może zmienić. Jak podaje Fotopolis podczas poznańskich targów "Tex-Style" w dniach 4-6 marca 2008 odbędzie się pierwsza wystawa polskiej fotografii mody Fotofashion.pl . Brawo!

Jest to jakiś mały krok w kierunku zarówno promocji samej dziedziny (która w Polsce od dawna okupowana jest przez kilku fotografów), jak i fotografii komercyjnej generalnie.

Poza nurtem "czasopism dla kobiet" w stylu Pani, Elle czy Twój Styl, gdzie można znaleźć sesje właśnie tych kilku powtarzających się nazwisk, istnieje jednak duży rynek świetnych fotografów, którzy nie pchają się na afisz. Zarówno ze względów finansowych (można zarobić robiąc stocki dla LPP w cieniu własnego studia), jak i ze względu na nieistniejący rynek fotografii mody w Polsce. To utrudnia start i przebicie się wielu zdolnym fotografom bez nazwiska. A brak konkurencji ponownie promuje oklepane już trochę i pachnące retrospekcją sesje Tyszki, Poremby czy Wolańskiego.

Oby to był krok do upowszechnienia dobrych i pomysłowych sesji modowych (niekoniecznie kolejna sesja w studio z szarym tłem) i wypromowaniu wśród producentów mody na odważne i szalone niekiedy sesje w zachodnim stylu. Tu prekursorem niech będzie włoskie wydanie Vogue...

Milach o sobie...


Nazwisko Milach nie było obce polskim fotografom prasowym, ale znane szerzej stało sie po ogłoszeniu tegorocznych laureatów WPP.
Rafał Milach pokazał tam ciekawe portrety emerytowanych artystów cyrkowych. TUTAJ jest linka do zwycięskich prac, a TUTAJ zapraszam na artykuł/wywiad o autorze, który ukazał się wczoraj (16 lutego) w Dzienniku Polska.

fot: Rafał Milach, Anzenberger Agency

sobota, 16 lutego 2008

Fotonerwica...


Czy wiecie co to za stwór? Bo ja wiem.
Fotonerwica to zespół objawów i zachowań doprowadzających do całkowitego rozchwiania (rozdygotania) systemu nerwowego człowieka.
Podstawowe objawy: nerwowość w stosunkach międzyludzkich, brak chęci do odpowiadania na pytania żony i dziecka, brak chęci do siedzenia przed telewizorem dłużej niż godzinę, brak chęci do oglądania już zrobionych zdjęć, stała i powtarzająca się, natarczywa chęć do ruszenia tyłka z kanapy, krótkie, dynamiczne spacery między kuchnią (coś na ząb) a salonem (TV), ogólne rozdrażnienie płynącą w kranie wodą i przylepiającym się do podstawki mydłem w umywalce.
Szczególnymi objawami potrafią być: obracanie w dłoni rolki nowego filmu i wdychanie zapachu chemii w łazience, czyszczenie czystego obiektywu i wycieranie irchą powłok UV z 23 filtrów leżących w torbie.

Jedynym, skutecznym i sprawdzonym przeze mnie panaceum na te schorzenie jest... zrobienie zdjęć!

Szybkie wyjście z domu.... rzucenie torby przez drzwi kierowcy na miejsce pasażera (to wzmacnia poczucie zbliżającego się spełnienia)....... prędkie ruchu kierownicą i dynamiczne włączanie się do ruchu...... jazda w mało znanym kierunku.... rozstawienie statywu..... nakręcenie filmu na rolkę..... skadrowanie.... pomiar światła....palec na spuście.... dźwięk spustu migawki..... klapnięcie lustrem...... przewinięcie mechaniczne filmu na następną klatkę...... Cisza... Już....

Lepiej. Nieważny efekt. Lepiej. Jakby wziąć magiczną pigułkę. Nerwowość ustępuje. Ogarnia nas błogi stan odprężenia. Jak po spełnieniu erotycznym. Spokojnie. Ręce delikatnie przestawiają aparat. Wypięcie ze statywu. Myśl jasna i prędka.

Tak. Teraz można zacząć robić dobre zdjęcia. Teraz już na spokojnie.

I nagle myśl....! Sobota. Czy nie powinienem być z dzieckiem?!
Może jednak powinienem. Cały tydzień w pracy do 20:00 i jeszcze weekend samotny.
Wracam. Jak tęsknie do tych łapek małych.
Już dobrze.

Fotonerwica. Kolejny atak za tydzień....



piątek, 15 lutego 2008

Lutowym śniegiem polecane...

fot: David Fokos

Tak sobie pomyślałem, że nigdy dosyć linków do dobrych fotografii...
Więc chcę wszystkim, którzy tu zaglądną zadać trochę ciekawych lub nawet czasami wybitnych galerii.
Zaczynam ostrożnie, niechcąc wystraszyć co delikatniejszych emocjonalnie. Aczkolwiek.... to , że nie jest to krwawe jak World Press Photo nie znaczy, że nie jest doskonałe. Bo jest!

A więc na otwarcie cyklu - David Fokos

Nie wiem czy jest sens cokolwiek pisać. Jeśli się dochodzi w swojej fotografii do takiego mistrzostwa, to już trudno cokolwiek mówić i pisać. Może warto po prostu popatrzeć, zastanowić się jak ja bym ustawił aparat, jak ja bym ustawił filtry i czas. Czystość, to chyba najlepsze słowo opisujące tego autora. Purysta kadrowy i kompozycyjny. Popatrzcie....



Polaroida era umiera...?

fot: Aleksey Lapkovsky, www

Na jednym z blogów, które czytuje regularnie ukazała się publikowana już wcześniej na Fotopolis informacja, że firma Polaroid kończy z produkcją swoich materiałów natychmiastowych (ostatnie fabryki w Meksyku!). Wszystkich fanów jednak chcę uspokoić, chociaż oni pewnie to wiedzą, więc może bardziej tych co się tym mało interesują - uspokajam, że istnieje jeszcze taka "mała firma" Fuji, która nadal produkuje ładunki polaroid zarówno do formatów średnich, jak i do formatu 4x5 cala.
Wszyscy zakochani w cudownym świecie polaroid mogą więc spać spokojnie.
Nie jest tak źle, chociaż jesteśmy świadkami odejścia kolejnej przełomowej technologi w dziejach fotografii.

Na deser - jeszcze jeden ciekawy twórca polaroid: Reza Khatir


Przełom...


Telefon, tak jak zazwyczaj dzwoni bez powodu, tak teraz milczy i milczy. A ja własnie bym chciał aby nie milczał. Bo to pierwszy dzień...

Pierwszy dzień dla każdego malucha. I ten pierwszy dzień jak zazwyczaj to bywa z matką i to ona musi walczyć z atakiem strachu, przerażenia i bólu, ale chyba przede wszystkim niezrozumienia.
Niezrozumienia dlaczego moja własna mamusia chce mnie zostawić w tym miejscu i odejść i po prostu wmawia mi, że będzie ok, że wróci; że przedszkole to nic strasznego i że jest Adam i Ola i oni nie płaczą....

Tak sobie myślę, że te wszystkie tłumaczenie to straszne pierdoły.
Straszne wciskanie kitu 3-latkowi. Z drugiej strony jak inaczej to przejść?
No nie da się,

Chyba zrobię zdjęcie. Zdjęcie z dzisiaj powinienem za 20 lat wręczyć Młodemu jako pamiątka, że w tym dniu również tatuś niecierpliwie obracał w dłoni telefon i wpatrywał się w wygaszacz (oczywiście z twarzą Młodego). Że tata także ściskał kierownice z nerwów i w duchu cieszył się, że omija go jeszcze dzisiaj ten przymus patrzenia w zakochane w Tobie oczy pełne łez, które wydają się krzyczeć: "Nie oddawaj mnie tym paniom. Nie oddawaj mnie!", ale nie mogą, bo szloch i spazmy łez zatykają małe gardło.

Jezus. W poniedziałek ja zaprowadzam.
Jezus...

Szkolny portret USA....


Davoud Bey jest autorem zdjęć do książki pod tytułem "Class Pictures", której krótka recenzja znalazła się jakiś czas temuw tygodniku TIME. Trafiłem na stronę tego autora parę tygodni temu i cieszę sie, że udało się zebrać te zdjęcia w całość i projekt zakończył się ta publikacją.
Wydawcą jest skądinąd znana Aparture Fundation i tam również można przeczytać o całym projekcie.

Davoud jeździł przez 15 lat po szkołach w całych stanach portretując młodzież w całym szerokim przekroju amerykańskiego społeczeństwa. Kładąc nacisk na umiejętne wychwycenie charakterystycznych zachowań i mimiki ciała młodych ludzi, udało się mu stworzyć wspaniałe studium portretu młodzieży.

Polecam stronę tego autora (zwłaszcza sekcje 'Harlem,USA'), a książkę warto kupić na Amazon pewnie...

czwartek, 14 lutego 2008

Długi czas....


No właśnie. Odkrywam po mału świat "długich czasów". Świat, który w sumie jest człowiekowi nieznany, bo nasz mózg, poprzez nasze oko, rejestruje jedynie chwilę zastaną i to w sposób ciągły. Nie mamy możliwości zobaczyć mózgiem obrazów, które będą podawane przez oczy w inny sposób. Np.: nie umiemy zobaczyć na żywo efektu naświetlania klatki przez 5 minut :)! No bo jak?

Ale cóż, po to mamy łeb 6:9 żeby ktoś wymyślił prosty i banalny sposób rejestracji obrazów na bardzo czułych materiałach XXI wieku z długimi czasami. Filtr. Neutralnie szary filtr.

Swoją drogą to kolejny zwrot historii. Najpierw nasi "dagerotypowi poprzednicy" za wszelką cenę starali się skrócić czas i zwiększyć czułośc stosowanych materiałów, aby zatrzymać w kadrze chwile, a teraz są maniacy, którzy chcą cofnąc tę rewoltę :)

Świat długich czasów to wspaniałe ćwiczenia dla wyobraźni. Tutaj nie ma tego, co w kadrze ustawione. Tutaj obok samej techniki (masa tabelek i wykresów) jest przede wszystkim walka z własnym wymyśleniem tego co będzie w kadrze po tych 5 minutach. I to w biały dzień :)
Fajnie.
To właśnie jest twórczy aspekt fotografii :)

Żona cyfry warta....?


No właśnie. Zewsząd słyszę, że coraz to nowi koledzy, dotąd uważani za purystów fotograficznych, jednak przekonują sie do cyfry. Dziwnie ma to zazwyczaj związek z wakacjami, wypoczynkiem z małżonką, dzieciarnią i tymi wszystkimi przynależnymi "normalnemu" życiu atrybutom.

To jak to jest? Dla siebie robię fajnym analogiem, ale żonie mogę walnąć portret na tle Sfinksa gównianą cyfrą ?:) Ano tak to wygląda.... :)

Śmieszy mnie więc ta cała walka moich kolegów ze światem cyfry i ich zaciekła obrona każdego zdjęcia publikowanego w kwadracie w popularnych galeriach Internetowych. Jeśli pod spodem ukaże się jeszcze podpis z jakąś magiczną nazwą materiału diapozytywowego lub B&W Kodaka, to już w ogóle zdjęcie zyskuje na starcie...


Z drugiej strony, przykro się robi mając świadomość, że stajemy się pomału dinozaurami epoki koreksu. Ech... Koledzy Analogowcy - nie kupujcie sobie tych cyfrówek. Proszę!


wtorek, 12 lutego 2008

Czy ranek jest dla ludzi....?


Zawsze mnie zastanawiało czy wymyślanie pracy na 6:00 rano to jakaś forma znęcania się nad pracownikiem czy może to po prostu taki kaprys zwierzchnika.

Cóż, pozostaje moją słodką tajemnicą jakim cudem udaje mi się wstać o 5:00 rano i dojechac te 30km do pracy nie zabijając się po drodze. Może to jakaś Opatrzność? A może po prostu należe do tej grupy ludzi, którzy "tak mają" i tak mogą. Chmm.... Niemniej pod koniec dnia czuje się jak stary placek ziemniaczany, z którego wypływa na talerz olej ze smażenia, a cukier już dawno stopił się tworząć dziwną skorupę na powierzchni.... Ech.

No, ale...! Teraz mamy dopiero po 7:00 rano. Robota odwalona. Szef pewnie pieje z zachwytu :), a ja mogę wysypać z wąskiej paczki żenującą imitację kawy typu: "3 w 1" i zanurzyć się słodko w błogim stanie lewitacji przed własnym komputerem. Uch... warto było jednak wstać :):)

czwartek, 7 lutego 2008

Fotografia.... co to?


W sumie zastanawiam się nad tym od lat. Czym jest ta dziwna chciwość, która każe mi zatrzymywać świat w kadrze aparatu? Która sprawia, że mamy jakąś bliżej nieokreśloną potrzebę zamykania tego, co przed oczami w prostokątny lub kwadratowy świat? Nie wiem... Wiem jednak, że staje się to ważną częścią mnie i powoduje, że potrafię odnaleźć wewnętrzny spokój tylko z aparatem w dłoni. Coś w tym jest...

wtorek, 5 lutego 2008

Coś na dobranoc... i dzień dobry!


Pierwsze chwile z nową zabawką - blogiem. Ot, tego mi było trzeba. Rozgryzanie zasad, łapanie klimatu i sprawdzanie co lepiej. Yyyyyy ....to tygrysy lubią najbardziej :) Widzę, że nowa zabawka przypadnie mi do gustu.

Gdyby nie perspektywa jutrzejszej wizyty u dentysty...:(
Sen z powiek. Ciekawe, że nie wymyślono jeszcze metody laparaskopowego leczenia kanałowego...? Jakieś takie bezinwazyjne usuwanie zgorzeli w zębie :) To byłoby coś.


Na koniec zdjęcie próbne.